Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nabożeństwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nabożeństwa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lipca 2018

Wobec rzeczywistości naszych czasów...


Pikieta antyaborcyjna - Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, Borowska 213

fot. Radosław Szalek

Sobotni poranek przed Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym we Wrocławiu. Solidne podmuchy wiatru z jednej strony utrudniają utrzymanie szerokich transparentów, z drugiej - wydaje się, jakby wtórują każdemu ,,Zdrowaś Maryjo…”, rozwiewając dźwięki modlitwy tam, gdzie jeszcze nie ma ona szans wybrzmieć.
Przechodnie z zainteresowaniem zerkają na niespełna dwudziestoosobową grupę kobiet i mężczyzn w różnym wieku, którzy w skupieniu odmawiają kolejno wszystkie trzy części różańca. Teksty na bannerach nie pozostawiają wątpliwości co do celu zgromadzenia. Obserwatorzy wydarzenia na różne sposoby prezentują swój stosunek do tego, co się obok nich dzieje. Jedni zwalniają kroku, by łatwiej odczytać pofalowane wichrem napisy; inni przystają, chcąc zrobić zdjęcie; jeszcze inni miarowym krokiem przecinają szpitalny parking, poruszając ustami w rytm rozlegającej się przez megafon modlitwy… Wydaje się, że jej powaga odbiera śmiałość zuchwalcom, którym tak łatwo przychodzi deptać w innych okolicznościach ,,legitymację naszej wiary”, jak mawiał o różańcu św. papież, Pius V. Wśród licznych świadków zaledwie jednej pani wystarcza arogancji, by z nieskrywaną złością, w kilku niewyszukanych słowach, odesłać zebranych do kościoła.
To tylko dowód na to, że regularnie organizowane od kilku lat pod Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym we Wrocławiu pikiety antyaborcyjne, słusznie przybrały tę szczególną formę. Wobec rzeczywistości naszych czasów, trudno o skuteczniejszą broń, niż publiczna modlitwa różańcowa, której - w ramach wynagrodzenia - domagają się grzechy aborcji. O jakiej rzeczywistości mówimy? Wg danych pochodzących bezpośrednio ze szpitala, od 2014 roku to ponad setka zamordowanych. Tych najmniejszych, najbardziej niewinnych i bezbronnych, szczególnie zależnych od pozostałych, którzy, wykorzystując swoją przewagę, często wolą zabić, aniżeli ratować; atakować zamiast bronić; niszczyć to, czemu - chcąc pozostać wiernym fundamentalnej zasadzie sprawiedliwości - należy się ocalenie.
Wydawałoby się, że kwestia dotyczy stosunkowo niewielkiego odsetka szpitalnego personelu. Aborcje mimowolnie kojarzą nam się bowiem z oddziałami/klinikami funkcjonującymi w obrębie ginekologii i położnictwa.
Kilkutygodniowy pobyt w szpitalu przy ul. Borowskiej (w związku ze złamaną nogą, na terenie jednej z pozostałych klinik) brutalnie uświadomił mi jednak, z jak szeroką skalą problemu wśród kadr medycznych mamy do czynienia, jeśli chodzi o zaniechanie tego, co górnolotnie nazywamy etosem lekarskim, a co w gruncie rzeczy sprowadza się do hipokratejskiej zasady ochrony życia ludzkiego.
W czasach powszechnego zamętu aksjologicznego, powierzając swe zdrowie czy życie obcym osobom, człowiek odczuwa naturalną potrzebę przeprowadzenia swego rodzaju discretio rationis (jakby to ujął Akwinata) - rozeznania rozumu w związku z tymi, w których pieczę został powierzony. W dobie ,,wszystkowiedzącego” internetu i publicznych profili na portalach społecznościowych bardzo szybko jesteśmy w stanie dociec, z kim mamy styczność. Biorąc pod uwagę tylko interesującą mnie klinikę/oddział, spośród znalezionych dziewięciu facebookowych profili lekarzy tam pracujących, szóstka z nich otwarcie demonstruje swoje proaborcyjne przekonania. Tzw. nakładki profilowe z tekstami ,,Nie dla zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej!” czy ,,#CzarnyProtest” nie pozostawiają złudzeń. Żaden z pozostałych lekarzy nie deklaruje postawy pro life. Abstrahując już od ogólnej kultury języka (która niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia, nawet jeśli to ,,tylko Facebook”), bardzo przygnębiającym jest moment, w którym pacjent zdaje sobie sprawę, że szpitalna maksyma, którą ośrodek przy Borowskiej chlubi się na swojej stronie: ,,Jesteśmy po to, żeby leczyć [...]” równie dobrze mogłaby brzmieć ,,Jesteśmy po to, żeby zabijać [...]”. W głowie rodzi się mnóstwo pytań i uzasadnionych wątpliwości.
Jak zaufać rezydentce, która umieszcza na swoim profilu grafiki typu ‘Keep your rosaries off my ovaries.’ (ang. ,,Precz z różańcem od moich jajników.”), profanujące różaniec i deprecjonujące niewinne ludzkie życie?
Jak zdać się na opiekę pielęgniarek, które nt. aborcji toczą w dyżurce burzliwą dyskusję, zajmując stanowisko płomiennych zwolenniczek zabijania nienarodzonych dzieci?
Jak pozwolić się zoperować lekarzowi, który twierdzi, że nie wie, kiedy zaczyna się ludzkie życie, ale mimo to jest gotów wesprzeć ,,czarny marsz”?
Jak wierzyć słowom doświadczonego chirurga, dla którego wyznacznikiem moralności, fundamentalnych zasad etc. jest tzw. ,,wydolność systemu"?
Jak być przekonanym o kompetencjach i dobrej woli tych wszystkich ludzi, skoro to, co sobą reprezentują stawia ich w szeregu albo niedouczonych, albo nikczemnych, albo ...wygodnych?
Bardzo trudno o elementarne poczucie bezpieczeństwa, będąc zależnym od zwolenników selektywnego uśmiercania. Niełatwo założyć, że wybrana terapia jest właściwa tam, gdzie ,,móc zabić” jest jedną z opcji w wachlarzu dostępnych metod. Niesamowicie męczą wątpliwości co do decyzji medyków o aspiracjach ,,panów życia i śmierci”. (Trafnie owe powszechne, ponure zapędy ilustruje choćby sugestywny tytuł filmu o znanym polskim kardiochirurgu: ,,Bogowie”.)
Mając świadomość, że wszelkie próby pozbawiania Boga należnego mu miejsca w hierarchii wartości zawsze prowadziły do rozległej katastrofy ludzkości, ma się ochotę czym prędzej uciec ze strefy wyjętej spod Jego panowania. Jak najdalej od labiryntu krętych korytarzy i sal, w których poprawność polityczna każe wieszać już tylko bożki telewizorów. Uciec jak najdalej od zepsucia, gdzie dewizą pozostał ,,wzrost dla samego wzrostu”, czyli w zasadzie ,,ideologia komórki rakowej”, jakby to ujął Edward Abbey. Kolejnym przygniatającym przebłyskiem w myślach pacjenta jest ten, w którym uświadamia on sobie, iż owo zepsucie jest już tak pospolite, że - nawet gdyby udał się gdzie indziej - zdany jest w gruncie rzeczy na wybór między przysłowiową dżumą a cholerą.
Dr Jerzy Moskwa, nauczyciel i autorytet dla wielu pokoleń lekarzy, w jednym ze swoich artykułów pt. ,,Lekarze czy funkcjonariusze?”, w kontekście spustoszonych umysłów i sumień, przywołuje słowa wicedyrektora Departamentu Profilaktyki i Lecznictwa, skierowane do studentów medycyny w 1950: ,,Skończymy z pojęciem lekarskiego kapłaństwa, ze sloganami o powołaniu do zawodu. Jesteście i pozostaniecie funkcjonariuszami państwa.” Wydaje się, że echo tych słów rezonuje dziś w typowej postawie lekarza, który miota się już tylko (jak trafnie ujął dylematy współczesnego człowieka Nicolás Gómez Dávila) ,,pomiędzy sterylną surowością ustaw a nieporządkiem instynktów.” Szpital, arena tej szamotaniny, przedstawia się choremu jako ,,jaskinia lwa”. Wszelkie dobro, jakiego doświadcza (bo przecież ono też tam jest), niepodobna, by przyjął inaczej, jak w myśl: ‘Timeo Danaos et dona ferentes.’ (łac. „Obawiam się Greków, nawet gdy niosą dary.”) - znamiennej wypowiedzi Laokoona przed wprowadzeniem drewnianego konia do Troi w wergiliuszowskiej ,,Eneidzie”.
          Przykro obserwować, że wśród takich, nie innych, kanonów funkcjonują studenci medycyny - bo przecież to szpital uniwersytecki. Cisną się na usta słowa Richarda M. Weavera ze znanego dzieła ,,Idee mają konsekwencje”: ,,człowiek nie powinien podążać za naukową analizą przy jednoczesnej niemocy moralnej." Tymczasem (kontynuuje Weaver) ,,od czterech stuleci każdy człowiek jest nie tylko swym własnym kapłanem, ale także swym własnym profesorem etyki, a konsekwencją tego jest anarchia zagrażająca nawet temu minimum uznawanych powszechnie wartości, które jest konieczne dla istnienia państwa." Drastycznym pokłosiem tej samowoli jest m.in. wszystko to, co dziś możemy zaobserwować w związku z zamieszaniem wokół aborcji - zarówno na gruncie prawnym, jak i obyczajowym. Tymczasem, jak zauważył Ronald Reagan, publikując esej w dziesiątą rocznicę zalegalizowania aborcji w USA (1983r.) - ,,nie możemy umniejszać wartości jednej kategorii ludzkiego życia – nienarodzonych – bez umniejszania wartości każdego ludzkiego życia. [...] Kiedy jako naród skoncentrujemy się na którejkolwiek z tych kwestii, by zapewnić i chronić świętość życia [ludzkiego], to dostrzeżemy, jak ważne jest zapewnienie tej zasady zawsze i wszędzie. [...] Wszyscy musimy dokształcać się na temat rzeczywistości horroru, jaki ma miejsce. [...] Prawdziwym pytaniem dzisiaj nie jest to, kiedy zaczyna się ludzkie życie, ale ile jest ono warte.”
Nauka bowiem jednoznacznie przekazuje, że początek życia każdej osoby ludzkiej wyznacza zapłodnienie, kiedy to tworzy się unikalny genotyp, identyfikujący daną osobę do końca życia. To wydarzenie sui generis. Od jego zaistnienia nie mamy do czynienia ani ze ,,zlepkiem komórek”, ani nawet z ,,potencjalnym człowiekiem”, tylko z pełnoprawną osobą ludzką w początkach swej egzystencji, której ustawodawstwo w Polsce przyznaje realne prerogatywy - choćby w zakresie dziedziczenia (art. 927 § 2 KC) czy dochodzenia po urodzeniu swoich praw za ewentualne szkody w okresie prenatalnym (art. 446 KC).
,,Kiedy mówimy o początku życia, nie ma wątpliwości, że życie zaczyna się wtedy, kiedy komórka jajowa zostaje zapłodniona. Ta zapłodniona komórka ma potencjał rozwoju w cały organizm, także ludzki.” - podaje prof. Marek Świtoński z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, wiceprezes poznańskiego oddziału PAN.
,,Zarodek jest człowiekiem, bo jeśli nie, to czym jest? Nie jest jedynie tkanką ludzką, bo jeśli tak, to czyją?” – głosi podczas konferencji naukowej w Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzej Legocki z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN.
Z kolei prof. Andrzej Paszewski z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN konstatuje: „Prawo, które chroni życie ludzkie od poczęcia, opiera się na wiedzy naukowej, a nie na religijnych przekonaniach. Żeby być człowiekiem, trzeba po prostu zaistnieć”. Nadmienia jednak, że ,,przyznanie człowieczeństwa embrionowi lub płodowi jest dla wielu dyskutantów bardzo niewygodne, dlatego przerzucają oni ten problem ze sfery wiedzy do sfery przekonań”.
I tak, w imię pseudohumanitarnych, oświeceniowych motywów dezawuuje się Prawdę, czyniąc zeń kwestię subiektywnego postrzegania czy nawet ludzkiego wynalazku. Hedonistyczne zapędy, skupiające całą energię i uwagę człowieka tylko na ,,tu i teraz”, nie pozwalają już uznać Prawdy za przedmiot czci, któremu winniśmy służyć, w imię którego należałoby się poświęcić, a nawet polec. Tak trudno o budujące, merytoryczne spory, kiedy poszukiwanie Prawdy zastępują tendencyjne pustosłowia. Za Piusem IX chciałoby się zaklinać: ‘Vera rebus vocabula restituantur’! (Trzeba rzeczom przywrócić nazwy prawdziwe!).
Tu warto przywołać fragment wywiadu-rzeki z profesorem medycyny Romualdem Dębskim i doktorem nauk medycznych Marzeną Dębską - znanym (głównie dzięki mainstreamowym mediom) małżeństwem ginekologów, którzy rutynowo dokonują aborcji: «„Wstrzymanie, zatrzymanie, przerwanie, usunięcie…”. Tych słów używa się wymiennie, w zależności od tego, kto je wypowiada. Pacjentki najchętniej by chciały „wstrzymać ciążę” albo „zatrzymać dzidziusia”. Najlepiej „tak, żeby mu nie robić krzywdy”. Drażni mnie ta hipokryzja. Tym kobietom tłumaczę, o czym tak naprawdę rozmawiamy. Nie można przerwać ciąży, nie robiąc dziecku krzywdy. Bo potem one wychodzą ze szpitala i mówią, że tylko „wstrzymały dzidziusia…”, a lekarz jest oskarżany o to, że zabił dziecko. Wolę nazywać rzeczy po imieniu.» Aborterzy nie pozostawiają złudzeń co do faktów. Kwalifikują je jedynie w kategoriach swojej własnej obyczajowości, która dla człowieka uczciwego, podążającego za Prawdą, jest nie do przyjęcia.
...i nawet sam Reagan wzdrygał się przed ową szubrawą obyczajnością lekarzy, wjeżdżając na salę operacyjną po zamachu w 1981r., kiedy na chwilę przed podaniem narkozy rzucił w stronę chirurgów słynne: ,,Mam nadzieję, że wszyscy jesteście republikanami.”
,,Mam nadzieję, że wszyscy jesteście katolikami.” - chciałoby się parafrazować prezydenta USA w polskich szpitalach. Tymczasem wydaje się, że ułomna konstrukcja systemu zdrowotnego, wszechobecna poprawność polityczna oraz plątająca się pomiędzy nimi epikurejska potrzeba świętego spokoju nieustannie burzą to, co w ludziach prawe, wzniosłe i szlachetne. Swego czasu w  miesięczniku „Odra" ogłoszono ankietę pt. ,,Lęki medycyny”. Maciej Iłowiecki pisał z tej okazji: „Gdyby zaś zapytać, jaki właściwie lęk jest najgorszy, jaki kryje w sobie wszystkie pozostałe, ja przynajmniej musiałbym odpowiedzieć tak: jest to lęk przede wszystkim przed tym, by nie zabrakło wśród lekarzy ludzi dobrych, a w naszej medycynie - dobroci i zwłaszcza, żeby ci dobrzy nie musieli pracować w warunkach, które wszelką dobroć niweczą".
Tym większym więc wsparciem i poszanowaniem darzmy lekarzy dobrych, przyzwoitych, niezepsutych... Nielicznych, którzy mają odwagę nie pozostać w tej walce na śmierć i życie bezstronni - nawet kosztem społecznej, naukowej czy medialnej banicji. To dzięki ich zdecydowanej postawie nadzieje na powszechną służbę zdrowia o nieposzlakowanym morale przestają być tylko czczymi mrzonkami. Wszystkim tzw. obojętnym natomiast, warto zadedykować fragment eseju wybitnego hiszpańskiego dyplomaty, Juana Donoso Cortésa: «Nie mów, że nie chcesz walczyć. Już gdy to mówisz, walczysz. Nie mów, że nie wiesz, po której stronie masz walczyć. Bo w tejże chwili skłaniasz się na jedną stronę. Nie zapewniaj, że chcesz być niezależny, myśląc, że takim jesteś, już nim nie jesteś. Nie twierdź, że zachowujesz się obojętnie. To śmieszne. Wymawiając słowo „obojętnie”, już przystąpiłeś do partii. W tej (...) walce między Bogiem a diabłem każdy, kto opowiada się za neutralnością, stoi bezsprzecznie po stronie diabła.»
 
Marta Czech

wtorek, 3 maja 2011

Litanie do papieży


          Wraz ze św. Piotrem doliczyć się można 88 świętych papieży (nie biorąc pod uwagę tych jedynie błogosławionych, których - wraz z Janem Pawłem II - mamy 11), co stanowi 33,5% pocztu wszystkich prawowicie zasiadających na tronie stolicy Piotrowej.
Poniżej - ot, takie sobie luźne zestawienie dwóch najpopularniejszych litanii do biskupów Rzymu wyniesionych na ołtarze z najnowszą, rozsławioną w Polsce, choć wciąż jeszcze będącą przedmiotem sporu, litanią o Janie Pawle II. O kontrowersjach wokół nowej modlitwy można poczytać choćby tu: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/234/slowo-od-redakcji-na-temat-litanii-do-jana-pawla-ii.
Swoją drogą, eufemistycznie traktując, nieco antytetycznie w stosunku do siebie rozbrzmiewają zwłaszcza: heroiczny w praktyce wszystkich cnót, (…), który potępiałeś herezje i stawiałeś im opór (odnoszone do św. Piusa X) oraz Ojcze Soboru i wykonawco jego wskazań (przywołujące postać bł. Jana Pawła II). No ale cóż…, i samego Piotra Apostoła po trzykroć wypierającego się Zbawiciela mianujemy odważnym wyznawcą Chrystusa (choć w tym przypadku za pełną rehabilitację wobec wszelkich uprzednich niedomagań powziąć by można iście męczeńską, wzorem naszego Pana, śmierć).

Litania do Świętego Piotra Apostoła
Litania do św. Piusa X
Litania do bł. Jana Pawła II
Kyrie eleison. Chryste eleison. Kyrie eleison.
Chryste, usłysz nas. Chryste wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
Kyrie eleison. Chryste eleison. Kyrie eleison.
Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
Kyrie eleison. Chryste eleison. Kyrie eleison.  
Chryste usłysz nas. Chryste wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Maryjo, módl się za nami.
Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami.
Święty Józefie, patronie Kościoła powszechnego, módl się za nami.
Święta Maryjo, módl się za nami.
Święty Piotrze, Apostole, módl się za nami,
Święty Piotrze, Synu Jony z Betsaidy,
Święty Piotrze, miłujący Pana ponad wszystko,
Święty Piotrze, wierny naśladowco Jezusa Chrystusa,
Święty Piotrze, Świadku Przemienienia na górze Tabor,
Święty Piotrze, widzący w Jezusie Mesjasza,
Święty Piotrze, chodzący po jeziorze wraz z Chrystusem,
Święty Piotrze, broniący Jezusa przed pojmaniem,
Święty Piotrze, napełniony Duchem Świętym,
Święty Piotrze, odważny wyznawco Chrystusa,
Święty Piotrze, uwolniony z więzienia przez Anioła,
Święty Piotrze, Wielki Rybaku,
Święty Piotrze, Skało i Opoko,
Święty Piotrze, ustanowiony przez Zbawiciela Głową Kościoła,
Święty Piotrze, męczenniku,
Święty Piotrze, pierwszy Papieżu,
Święty Piotrze, autorze listów Nowego Testamentu,
Święty Piotrze, Patronie Bazyliki w Watykanie.

Święty Piusie X, wzorze kapłanów, módl się za nami,
Święty Piusie X, mądry biskupie,
Święty Piusie X, skromny kardynale i patriarcho,
Święty Piusie X, gorliwy papieżu owczarni,
Święty Piusie X, pobożny nauczycielu,
Święty Piusie X, poświęcony biednym,
Święty Piusie X, pocieszycielu chorych,
Święty Piusie X, miłośniku ubóstwa,
Święty Piusie X, pokornego serca,
Święty Piusie X, wierny w służbie,
Święty Piusie X, heroiczny w praktyce wszystkich cnót,
Święty Piusie X, napełniony duchem poświęcenia,
Święty Piusie X, któryś chciał wszystko odnowić w Chrystusie,
Święty Piusie X, który otwierałeś małym dzieciom drogę do ołtarza,
Święty Piusie X, który polecałeś wszystkim codzienną i częstą Komunię,
Święty Piusie X, który zachęcałeś nas do poznawania i kochania Mszy Świętej,
Święty Piusie X, który wszędzie zabiegałeś o szerzenie nauki chrześcijańskiej,
Święty Piusie X, który potępiałeś herezje i stawiałeś im opór,
Święty Piusie X, który uczyłeś nas prawej Akcji Katolickiej,
Święty Piusie X, który uświęciłeś apostolat świeckich,
Święty Piusie X, który chciałeś być znany jako ubogi pasterz dusz,
Święty Piusie X, który wysłuchujesz modlitw wołających do Ciebie.
Błogosławiony Janie Pawle, módl się za nami,
Zanurzony w Ojcu, bogatym w miłosierdzie,
Zjednoczony z Chrystusem, Odkupicielem człowieka,
Napełniony Duchem Świętym, Panem
i Ożywicielem
Całkowicie oddany Maryi,
Przyjacielu Świętych i Błogosławionych,
Następco Piotra i Sługo sług Bożych,
Stróżu Kościoła nauczający prawd wiary,
Ojcze Soboru i wykonawco jego wskazań,
Umacniający jedność chrześcijan i całej rodziny ludzkiej,
Gorliwy Miłośniku Eucharystii,
Niestrudzony Pielgrzymie tej ziemi,
Misjonarzu wszystkich narodów,
Świadku wiary, nadziei i miłości,
Wytrwały Uczestniku cierpień Chrystusowych,
Apostole pojednania i pokoju,
Promotorze cywilizacji miłości,
Głosicielu Nowej Ewangelizacji,
Mistrzu wzywający do wypłynięcia na głębię,
Nauczycielu ukazujący świętość jako miarę życia,
Papieżu Bożego Miłosierdzia,
Kapłanie gromadzący Kościół na składanie ofiary,
Pasterzu prowadzący owczarnię do nieba,
Bracie i Mistrzu kapłanów,
Ojcze osób konsekrowanych,
Patronie rodzin chrześcijańskich,
Umocnienie małżonków,
Obrońco nienarodzonych,
Opiekunie dzieci, sierot i opuszczonych,
Przyjacielu i Wychowawco młodzieży,
Dobry Samarytaninie dla cierpiących,
Wsparcie dla ludzi starszych i samotnych,
Głosicielu prawdy o godności człowieka,
Mężu modlitwy zanurzony w Bogu,
Miłośniku liturgii sprawujący Ofiarę na ołtarzach świata,
Uosobienie pracowitości,
Zakochany w krzyżu Chrystusa,
Przykładnie realizujący powołanie,
Wytrwały w cierpieniu,
Wzorze życia i umierania dla Pana,
Upominający grzeszników,
Wskazujący drogę błądzącym,
Przebaczający krzywdzicielom,
Szanujący przeciwników i prześladowców,
Rzeczniku i obrońco prześladowanych,
Wspierający bezrobotnych,
Zatroskany o bezdomnych,
Odwiedzający więźniów,
Umacniający słabych,
Uczący wszystkich solidarności.
Baranku Boży, Który gładzisz grzechy świata,
przepuść, nam Panie.
Baranku Boży, Który gładzisz grzechy świata,
wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, Który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami.
Baranku Boży, Który gładzisz grzechy świata,
przepuść, nam Panie.
Baranku Boży, Który gładzisz grzechy świata,
wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, Który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami.
Baranku Boży, Który gładzisz grzechy świata,
przepuść, nam Panie.
Baranku Boży, Który gładzisz grzechy świata,
wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, Który gładzisz grzechy świata,
zmiłuj się nad nami.
-
V. Módl się za nami, Święty Piusie X,
R. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.
V. Módl się za nami, błogosławiony Janie Pawle.
R. Abyśmy życiem i słowem głosili światu Chrystusa, Odkupiciela człowieka.
Módlmy się:
Boże, któryś świętego Piotra rybaka wywyższył na księcia Apostołów i głowę swego Kościoła Świętego, prosimy Cię w imię zasług jego, abyś nas raczył przyjąć jako owce do swej trzody. Spraw, abyśmy chętnie słuchali jego głosu i nauki, i poszli w jego ślady, i abyśmy się kiedyś dostali do tego Królestwa, w którym Ty Chryste Panie, jako najwyższy Pasterz, którego namiestnikiem na ziemi był Piotr, żyjesz i na wieki królujesz. Amen.
Módlmy się:
Boże, któryś napełnił serce Świętego Piusa X-go gorliwym miłosierdziem i powołał go na Namiestnika Chrystusowego, spraw, byśmy za jego wstawiennictwem mogli naśladować Jezusa, Boskiego Mistrza, a nasze modlitwy do tego Świętego Papieża owocowały w życiu teraźniejszym i wiecznym, przez tegoż Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Módlmy się:
Miłosierny Boże, przyjmij nasze dziękczynienie za dar apostolskiego życia i posłannictwa błogosławionego Jana Pawła II i za jego wstawiennictwem pomóż nam wzrastać w miłości do Ciebie i odważnie głosić miłość Chrystusa wszystkim ludziom. Przez Chrystusa, Pana naszego.
Amen.
Przez wstawiennictwo Św. Piusa X:
Boże, któryś powołał Świętego Piusa X, na najwyższego Pasterza Kościoła Twojego i obdarzyłeś go szczególnym nabożeństwem do Najświętszego Sakramentu Ołtarza i do Twojej odwiecznej prawdy, miłości do kapłaństwa i Najświętszej Ofiary Mszy św. z ufnością błagamy Ciebie, aby ci, którzy czczą go na ziemi, mogli korzystać z jego wstawiennictwa w Niebie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Przez wstawiennictwo bł. Jana Pawła II:
Boże w Trójcy Przenajświętszej, dziękujemy Ci za to, że dałeś Kościołowi Papieża Jana Pawła II, w którym zajaśniała Twoja ojcowska dobroć, chwała krzyża Chrystusa i piękno Ducha miłości. On, zawierzając całkowicie Twojemu miłosierdziu i matczynemu wstawiennictwu Maryi, ukazał nam żywy obraz Jezusa Dobrego Pasterza, wskazując świętość, która jest miarą życia chrześcijańskiego, jako drogę dla osiągnięcia wiecznego zjednoczenia z Tobą. Udziel nam, za jego przyczyną, zgodnie z Twoją wolą, tej łaski, o którą prosimy z nadzieją, że Twój Sługa Papież Jan Paweł II, zostanie rychło włączony w poczet Twoich świętych. Amen.

Święty pogromca herezji vs błogosławiony wykonawca wskazań soboru.
Wytrwać w Kościele i nie nabawić się schizofrenii – oto jest zadanie!
Marta Czech

piątek, 22 kwietnia 2011

MEDYTACJA „OBLICZA CZŁOWIEKA” Z CAŁUNU TURYŃSKIEGO


          Z podziwem i wyrazami wdzięczności dla autora/autorów (których niestety nie znam z imienia i nazwiska) poniższych rozważań. Sądząc po treści, wnioskuję, iż w dużej mierze są one podparte opracowaniem ,,Droga Krzyżowa naszego Pana Jezusa Chrystusa w świetle całunu z Turynu”, autorstwa Stanisława Waliszewskiego - doktora medycyny i członka-korespondenta Międzynarodowego Ośrodka Badań nad Całunem Turyńskim (całość opracowania http://www.milosierdzie.info.pl/Droga%20krzyzowa%20a%20calun.pdf).

WSTĘP
Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, /które mówi/, że On ma powstać z martwych. Uczniowie zatem powrócili znowu do siebie. 
(J 20, 3-10)

Tym razem naszym rozważaniom Drogi Krzyżowej towarzyszyć będzie jedna z najsłynniejszych i najbardziej niezwykłych relikwii chrześcijaństwa – Całun Turyński.
Historia Całunu, czyli lnianego płótna o wymiarach 440 na 110 cm, w które zawinięto Ciało Jezusa, rozpoczyna się w momencie, gdy Józef z Arymatei przynosi Płótno na Golgotę. Po zdjęciu z Krzyża ciało Jezusa, zawinięte w Płótno, zostało złożone do grobu. Było to w piątek wieczorem. Po około 36 godzinach, w Poranek Wielkanocny uczniowie znaleźli Całun pusty, ale na którym można było dostrzec niezwykłe ślady ludzkiego ciała.

Dla wierzącego istotne jest przede wszystkim to, że Całun jest zwierciadłem Ewangelii. Refleksja nad Całunem każe bowiem uświadomić sobie, że widniejący na nim wizerunek jest tak ściśle związany z tym, co Ewangelie opowiadają o męce i śmierci Jezusa, że każdy człowiek wrażliwy, kontemplując go, doznaje wewnętrznego poruszenia i wstrząsu. (Jan Paweł II)

Badania naukowe Całunu wykazały, że znajduje się na nim wizerunek mężczyzny o wzroście 181 cm, który nosił brodę i długie włosy, miał mocną i proporcjo­nalną budowę ciała oraz piękne semickie rysy twarzy. Człowiek ten został poddany straszliwym torturom biczowania, cier­niem koronowania i ukrzyżowania. Na całym ciele naliczono blisko 600 ran i różnych obrażeń. Dane te są zgodne z opisami ewangelicznymi, ale uzupełniają je bardzo ważnymi szczegółami. W ten sposób Całun niejako namacalnie ukazuje do jakiego stopnia Chrystus cierpiał i wy­niszczył się aż „do końca” (J 13,1) z miło­ści do nas.
Stacja I - LITHOSTROTOS. WYROK.
Na Całunie z zaskakującym realizmem są odbite bardzo licz­ne ślady krwi spowodowane biczowaniem, ukoronowaniem cierniem, upadkami, ukrzyżowaniem i przebiciem włócznią. Na pozytywie fotograficznym widzimy obraz części prze­dniej i tylnej ciała ludzkiego. Ślady krwi zabarwiły na czer­wono twarz, pierś, ramiona, nadgarstki, nogi i podbicie stóp.
Krew Chrystusa stawia nas w obliczu każdego ludzkiego cierpienia. Nie umywajmy nigdy rąk, lecz czujmy się odpo­wiedzialni we wszystkich sytuacjach, kiedy możemy przyjść komuś z pomocą i pocieszyć.

Panie, zmiłuj się nad nami…
- za wszystkie te sytuacje, kiedy nie przeciwstawiliśmy się niesprawiedliwości,
- za wszystkie te sytuacje, kiedy nie podźwignęliśmy bliźnie­go
w nędzy i chorobie,
- za wszystkie te sytuacje, kiedy nie umieliśmy zapobiec popełnieniu błędu bliźniego.

Stacja II - KRZYŻ.
Odczytując na Całunie ślady dwóch rozległych ran tłuczonych, widocznych tuż nad łopatką lewą i prawą, naukowcy są zgodni, że Jezus niósł na miejsce ukrzyżowania belkę poprzeczną krzyża, tzw. patibulum, i miał ręce do niej przywiązane. Umiejscowienie i rodzaj ran, zaznaczonych na zdjęciu przez linie równoległe, odpo­wiada technice ukrzyżowania z czasów rzymskich, podczas której tylko belka pozioma była przymocowana do ramion skazańca, a nie - jak to widać na tradycyjnych obrazach przedstawiających Jezusa - cały krzyż. Belka pionowa, zwana palem, była wbita w ziemię na miejscu egzekucji.
Przypuszcza się, że belka ważyła około 30 kg, a jej długość wynosiła 180 cm. Krańcowo wyczerpany po biczowaniu, Jezus z wielkim trudem szedł na miejsce ukrzyżowania. Musiał pokonać drogę długości około 0,5 km. Upadając, padał na twarz, gwałtownie uderzając kolanami o kamienistą drogę. Naukowcy stwierdzili duże rany twarzy, nosa (na czubku nosa znaleziono zmieszane z krwią drobiny ziemi i cząsteczki kamienia) i na kolanach, szczególnie na prawym, spowodowane przez upadki.
Jezus przytwierdzony do belki, zgodnie z tym okrutnym zwy­czajem, rozpoczął, zataczając się z wysiłku, wędrówkę w kierunku Kalwarii przez zatłoczone, pełne rozpadlin uli­czki Jerozolimy.

 Panie, przyjdź z pomocą w naszej słabości…
- byśmy umieli wypełniać ochoczo swoje obowiązki w pracy, także w trudnych chwilach,
- byśmy umieli przyjąć z niezłomną sita ułomności ciała i ducha,
- byśmy umieli wybaczać obelgi i kochać także naszych nie­przyjaciół.

Stacja III - UPADEK PIERWSZY.
Jezus upada nie tylko pod ciężarem belki, lecz także z powodu wyczerpania spowodowanego wszystkimi wydarzeniami, którymi poddano Go wcześniej: niepokojem w Ogrójcu, poniżaniem i uderzeniami, ukoronowaniem cierniem oraz biczowaniem. Szczególnie te ostatnie tortury spowodowały śmiertelne wyczerpanie. Na całym ciele widoczne są rany od uderzeń rzymskiego bicza - flagrum, również na pośladkach, co świadczy o tym, że był biczowany nago. Była to straszna kara, niekiedy powodowała śmierć. Bicz składał się ze skórzanych rzemieni obciążonych na końcach podwójnymi ciężarkami wypełnionymi ołowiem, które uderzając wyrywały cząsteczki ciała. Rany mają formę wydłużoną o dwóch lub trzech rozgałęzieniach, widać je na całej powierzchni ciała, chociaż najliczniej występują na plecach. Wskazuje to na pozycję jaką przyjmowała osoba poddana torturom - była zwrócona twarzą do słupa. Doliczono się na całym ciele 120 ran spowodowanych uderzeniami bicza. Był zwyczaj, że biczowaniu zostali poddawani tylko Ci, którzy nie byli skazani na śmierć. Po wymierzeniu kary wypuszczano ich na wolność. Początkowo Piłat chciał tylko ubiczować Jezusa: Każę więc Go wychłostać i uwolnię (Łk 23,16). Stąd się tłumaczy wielką liczbę uderzeń i niezwykłe okrucieństwo, z jakim żołnierze biczowali Jezusa. Potraktowali to jako karę samą w sobie. Było ich dwóch, ten z prawej strony był wyższy i uderzał z wyraźnym sadyzmem. Jezus stał lekko pochylony, z rękami przywiązanymi do słupka. Rzemienie biczów zawijały się i raniły również przód ciała, brzuch, szczyty klatki piersiowej, golenie i uda.

Panie, niech się dzieje wola Twoja…
- byśmy się nie zniechęcali w chwilach słabości i upadku w grzech,
- byśmy umieli zawierzyć Bogu i modlić się zawsze bez wytchnienia,
- byśmy umieli oddać się z większą wiarą miłosierdziu Boga, który nas zbawia.

Stacja IV - MATKA.
Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. (Łk 2, 34-35).
Na całunie widać stan, w jakim Maryja ujrzała swego Syna.
Odbicie twarzy na Całunie świadczy o śladach torturowania. Jest widoczna rana na nosie i prawym policzku, od uderzenia kijem. Są obecne rany powiek i łuków brwiowych, obrzęk na prawej kości jarz­mowej, strużki krwi wydobywające się z nosa, wgniecenia z lekkim przesunięciem czubka nosa, ślady wyrywania włosów wraz z wierzchnią warstwą skóry. Czyta­my w Ewangeliach: Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego (Mk 15, 19); i policzkowali Go (J 19, 3).
W ten sposób chciał być ukoronowanym królem Ten, który jest prawdziwym „Królem Królów i Panem Panów” poprzez swe Boskie pochodzenie, przez własną śmierć i zmartwychwstanie. On jedyny ma prawo nad nami wszystkimi.

Maryjo módl się za nami…
- za matki, które cierpią z powodu swoich dzieci chorych na ciele i duchu,
- za matki, które odrzucają życie, jakie noszą w swych łonach,
- za matki, które poświęcają się z wielką miłością swoim dzieciom.

Stacja V - CZŁOWIEK Z CYRENY.
Żołnierze zmusili Szymona do niesienia belki. Tak poważna decyzja mogła być usprawiedliwiona tylko stanem krańcowego wyczerpania skazańca. Postać z całunu nosi liczne ślady urazów, które z pewnością doprowadziły do wielkiego wyczerpania, spowodowanego nie tylko ranami zadanymi przez żołnierzy, ale też ciągłymi upadkami pod ciężarem belki. Poważne urazy czaszki powstały zapewne podczas upadków, kiedy to z unieruchomionymi ramionami Pan nie mógł się podnieść i belką miażdżył sobie głowę o uliczne kamienie. Urazy głowy mogły spowodować wstrząs mózgu, poprzedzając śmierć skazanego, jak to wynika z  pozytywu fotografii części przedniej Całunu.
Widoczne są ślady wielokrotnych ran, szczególnie w miejscach najbardziej narażonych na urazy podczas upadków, najwięcej jest ich na twarzy i na kolanach.

 Panie, zmiłuj się nad nami…
- za wszelkie te chwile, kiedy nie potrafiliśmy unieść ciężaru naszych braci w potrzebie,
- za wszystkie te chwile, kiedy pozostaliśmy obojętni wobec zmartwień osób odepchniętych przez innych,
- za wszystkie te chwile, kiedy nie umieliśmy podzielić się z biednymi naszym bogactwem.

Stacja VI - VERA ICON.
Najstarsza tradycja obecna już w Ewangelii Apokryficznej potwierdza istnienie innego wizerunku twarzy Chrystusa, oprócz tego widocznego na Całunie. Został jakby odbity na płótnie, którym pewna pobożna kobieta osuszyła twarz Jezusa, gdy Ten wspinał się z trudem na Kalwarię. Negatyw fotografii w czarno-białym kontraście ukazuje nam prawdziwe oblicze Jezusa, jakie zobaczyła ocierająca Go kobieta.
Żołnierze uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu na głowę (J 19, 2). Na Całunie widać liczne wypływy krwi na czaszce, która na płótnie tworzy plamy w pozytywie. Zostały one spowodowane przebiciem naczyń krwionośnych na głowie przez kolce korony cierniowej. Patrząc na czoło postaci z Całunu, czoło naznaczone bólem, widzimy jak wielkie cierpienie sprawiała cierniowa korona. Jeszcze liczniejsze są ślady krwi na karku i tylnej części głowy. Wskazuje to nie na koronę w formie małego kółka cierniowego, lecz na rodzaj hełmu z małych cierni, pokrywającego całą powierzchnię głowy. Chirurdzy naliczyli 13 ran na czole i 20 z tyłu, spowodowanych przez kolce cierni, ale przypuszczają, że mogło być ich około 50.
Pomimo tylu cierpień fizycznych i du­chowych, wizerunek twarzy na Całunie zadziwia niepowtarzalnym pięknem i po­kojem. Ogrom cierpienia na krzyżu, z takim pokojem mógł znieść tylko Ktoś, kto miał świadomość, że przez cierpienie i śmierć dokona ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią.

Panie, uczyń nasze serca według serca Twego…
- Panie, pomóż nam zobaczyć zawsze Twe oblicze w twarzy naszych braci,
- Panie, pomóż nam pocieszać płaczących,
- Panie, pomóż nam, byśmy byli baczni i gotowi wobec tych, których postawiłeś blisko nas na co dzień.

Stacja VII - KOLANA.
Mimo, że Ewangelie nie mówią wprost o upadkach Jezusa wzdłuż drogi krzyżowej, to znajdujemy potwierdzenie tej antycznej prawdy, choć nie wprost, w epizodzie z Szymonem z Cyreny. Także na Całunie są ślady, które odnoszą się w sposób jednoznaczny do upadków.
Zaokrąglona plama na wysokości lewego kolana świadczy o dotkliwych upadkach na kamienne płyty ulic Jerozolimy.
Upadki były spowodowane nie tylko stanem krańcowego wyczerpania Jezusa, ale także biczowaniem, jakiemu podda­wano wzdłuż drogi dwóch łotrów, z którymi Jezus był zwią­zany. Kiedy ich biczowano, skazańcy, uchylając się przed uderzeniami żołnierzy, powodowali nagłe potknięcia lewej nogi Pana przywiązanej do końca pala, co powodowało Je­go upadki. Lewe kolano, jako pierwsze, przejmowało konsekwencje tych upadków, ale jeszcze poważniejsze rany były spowodowane belką, która miażdżyła głowę Pana o ziemię.

 Panie, przemień nasze serca…
- byśmy czuli się współodpowiedzialni za zło, jakiego dopuszczają się inni, idąc za naszym przykładem,
- byśmy zdawali sobie sprawę, że wspólne dobro zależy też od nas samych,
- byśmy potrafili zatroszczyć się o nasze otoczenie, o wszystkie stworzenia. 

Stacja VIII - CÓRKI JEROZOLIMSKIE.
Na widok umęczonego Jezusa, kobiety jerozolimskie po­czuły głęboką litość i podniosły lament, który zwykle towa­rzyszył skazanym na śmierć. Słowa Jezusa zdają się prawie odrzucać ich współczucie, ale Jego twarz, która na Całunie ukazuje się łagodna i cierpiąca, odzwierciedla dobroć, z jaką zapewne zwrócił się do kobiet.
W twarzy tej, doprawdy, jawi się tajemnicze piękno, którego liczne tortury nie mogły usunąć. Za opuszczonymi powiekami kryje się z pewnością spojrzenie smutne, lecz niegroźne.
Słowa Jezusa odkrywają błąd naturalnego, ale jałowego współczucia w obliczu cierpień, jakim poddał się dobrowol­nie, aby uwolnić nas od grzechu i podarować nam wolność, i zbawienie. Ci, którzy odrzucają ten dar, eksperymentują ze złem grzechu obrażającym Boga, a to przede wszystkim obraca się przeciwko człowiekowi.

Panie, przebacz nam naszą litość…
- kiedy przemienia się w pusty sentymentalizm,
- kiedy wzbudza w nas poczucie wyższości,
- kiedy staje się alibi dla naszej odpowiedzialności.

Stacja IX - KOŃCOWE WYCZERPANIE.
Jezus upada wielokrotnie wzdłuż drogi krzyżowej. Potwierdzenie tego znajdujemy patrząc na liczne rany twarzy z Całunu.
Są to stłuczenia tak poważne, że nie można ich przypisywać tylko torturom, jakim poddawano Jezusa w pretorium. Widoczne jest pęknięcie przegrody nosowej, wybroczyna pośrodku czoła i stłuczenia obejmujące cały obszar brwiowy i kość jarzmową; rany te świadczą o niezwykle poważnych urazach czaszki. Szczególnie jest to widoczne na środku czoła, tam gdzie znajduje się charakterystyczna stróżka krwi w formie  cyfry „3” oraz rozległe stłuczenia w okolicy oczodołu, które uciskają oko z opuchlizną.
Stłuczenia, jak już zostało powiedziane, były od belki przywiązanej do rozłożonych ramion skazańca.
Pan Jezus uderzał głową o ziemię podczas ostatnich upadków, gdyż opadł już z sił, co zmusiło żołnierzy do przekazania Krzyża Szymonowi z Cyreny. Całun zatem, ukazuje nam Jezusa wycieńczonego, miażdżonego ciężarem belki i tak wyczerpanego, że aż nie mógł się utrzymać na nogach.

 Panie, okaż nam Twą sprawiedliwość i Twe miłosierdzie…
- wobec słabych, którzy popadają w grzech,
- wobec złych, którzy pociągają innych do zła,
- wobec hipokrytów, którzy osądzają własnych braci.

Stacja X - ZDARCIE SZAT.
Kiedy pochód ze skazańcami doszedł do Kalwarii, Jezusa obnażono, a rany przyschnięte do szaty i tuniki rozdarto, gwałtownie zrywając ubranie. Właśnie to brutalne szarpnięcie było powodem niektórych śladów krwi w miejscu pach i na prawym ramieniu, które są widoczne na Całunie. Rozległe plamy krwi zaczynają się dokładnie tam, gdzie szaty przylegały do ran spowodowanych przez obcieranie belki.
Scena z szatami, którymi dzielili się żołnierze, ukazuje do jakiego stopnia Jezus obnaża się dla nas. „będąc bogaty – napisał św. Paweł – dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9).
 
Pomóż nam, o Panie, byśmy odmawiali zbytkowi…
- by móc podarować coś braciom będącym w potrzebie,
- by naśladować Ciebie, który nas wzbogaciłeś swoim ubóstwem,
- byś nas przyjął pewnego dnia do Swego królestwa.

Stacja XI - AGNUS DEI.
Ukrzyżowanie było najokrutniejszym i najhaniebniejszym rodzajem tortur, jakie stosowano w czasach Jezusa. Żołnierze przybili Jego ręce do belki i Jego stopy do pionowe­go pala bardzo długimi gwoździami stolarskimi. Całun daje nam nieoczekiwany dowód: do krzyża przybi­jano nie dłonie, jak to ukazują wszyscy artyści średnio­wieczni, ale pomiędzy kostkami nadgarstka. Dłonie przebite gwoździem i obciążone wagą ciała rozrywają się. Anatomia po­twierdza, że tylko tym sposobem można było dokonać pew­nego pod względem statycznym ukrzyżowania. Gwoździe wbijano więc w przestrzeń zwaną „szczeliną Destota”, znajdującą się pomiędzy kośćmi nadgarstka. W tym miejscu nie przebiega większe naczynie krwionośne, ale przechodzi nerw pośrodkowy, kierujący ruchami kciuka. Na Całunie nie widać odbicia kciuka, bo w tym miejscu uszkodzenie nerwu pośrodkowego spowodowane gwoź­dziem sprawiło automatyczne zgięcie kciuka w stronę dłoni. Nerwy pośrodkowe, do których dotarł gwóźdź, pełnią funkcję ruchową, ale są równocześnie sygnalizatorami bólu. Jest on straszliwy, ale do wytrzymania. W przeciwnym razie człowiek straciłby przytomność.
Zgodnie z tym, co widać na Całunie, pięty były położone jedna na drugiej (lewa na prawej) i przybite jednym, długim gwoździem, który przebił kość stepu - sprawiał więc przenikliwy ból w czasie zmiany pozycji, kiedy to skazaniec wisząc całym ciężarem ciała starał się podciągnąć.
Z rany na lewym nadgarstku są widoczne dwa krwotoki. Dzięki temu uczeni mogli odtworzyć pozycję rąk przybitych do belki poprzecznej krzyża. Ich kąt rozwarcia wynosi 10 stopni, a więc Jezus, wisząc na krzyżu, co pewien czas usiłował się unieść, aby nabrać powietrza i wtedy przyjmował pozycję 65 stopni od osi ramienia, a kiedy opadał - 55 stopni. Na kilka chwil kąt nachylenia ramion zmieniał się i wtedy Jezus mógł nabrać powietrza. Ból i wyczerpanie zmuszały Go do ponownego opadnięcia. Ten rytm podciągania się i opadania, na przybitych gwoźdźmi do krzyża rękach i nogach, trwał około 3 godzin i powodował straszliwe cierpienie. W miarę upływu czasu, stawał się coraz częstszy, aż do całkowitego wyczerpania sił i śmierci.
  
Panie, zjednocz nasze cierpienie z Twoim…
- cierpienie tych, którzy są unieruchomieni przez chorobę,
- cierpienie tych, którzy są rozczarowani, pogrążeni i opu­szczeni,
- cierpienie tych, którzy są bez wiary i bez nadziei.
Kolejno od lewej: rana od przebicia gwoździem w nadgarstku, rana od przebicia gwoździem w stopie, 
otwór po gwoździu w nadgarstku, otwór po gwoździu w stopie.

Odtworzenie pozycji rąk przybitych do belki poprzecznej krzyża.

Stacja XII - ŚMIERĆ.
Przez trzy godziny Jezus konał na krzyżu wyszydzany przez przywódców żydowskich i żołnierzy rzymskich. Okazję do drwin dawały ruchy jakie ukrzyżowany wykonywał walcząc ze śmiercią. Kiedy zawisł całym ciężarem na gwoździach przytwierdzających nadgarstki, musiał podnieść ciało, aby się nie udusić. Wspierał się wtedy na gwoździu przeszywającym stopy.
Analiza rany prawego boku o szerokości 1,5 cm i długości 4,5 cm, oraz obfity wypływ krwi i płynu nagromadzonego w jamie opłucnej, wskazują, że bezpośrednią przyczyną śmierci było pęknięcie mięśnia sercowego na skutek zawału, po którym nastąpiło przedostanie się krwi do osierdzia (mogło się tam zgromadzić nawet do 2 litrów), a następnie do jamy opłucnej, wywołując hemoperikardię. Gwałtowne rozerwanie osierdzia pod wpływem silnego ciśnienia nagromadzonej tam krwi, wywołuje porażający ból w okolicy mostka. Spowodowało to natychmiastowy krzyk, po którym Jezus umarł.
Gwałtowna śmierć, do której doszło w stanie pełnej świadomości, przy skrajnym wyczerpaniu, zazwyczaj powoduje natychmiastową pośmiertną sztywność (stężenie pośmiertne). Tłumaczy to wyprężoną pozycję ciała na Całunie.
W krótkim czasie po śmierci doszło do podziału nagromadzonej w osierdziu krwi na czerwone ciałka, które zgromadziły się w dolnej części, i bezbarwne osocze, które pozostało w górnej części opłucnej. Po przebiciu klatki piersiowej włócznią doszło do gwałtownego wylewu na zewnątrz - najpierw czerwonych ciałek krwi, a następnie osocza: Wtedy jeden z żołnierzy włócznią przebił mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. — jak napisał w Ewangelii św. Jan (J 19, 34).

Przez Twoją świętą śmierć, zbaw nas, o Panie…
- zbaw tych, którzy umierają jako ofiary nienawiści i przemocy,
- zbaw tych, którzy umierają porzuceni i samotni,
- zbaw tych, którzy umierają gnębieni swymi grzechami.

Stacja XIII - PIETA.
Zdjęcie Jezusa z Krzyża zostało dokonane w pośpiechu z powodu zbliżającego się szabatu. Józef z Arymatei miał do dyspozycji około jednej godziny od chwili zwrócenia się z prośbą o ciało do Piłata aż do rozbłyśnięcia trzech pierwszych gwiazd, które oznaczały początek szabatowego odpoczynku. W tym krótkim czasie Józef zatroszczył się o płótno, następnie - wraz z Nikodemem i apostołem Janem - złożył zmaltretowane ciało Jezusa w ramiona Maryi.
Płótno przedstawia owinięcie Jezusa w całun pogrzebowy, który okrywa część przednią i tylną ukrzyżowanego. W górze Aniołowie podtrzymują Całun Turyński z odbitym podwójnym wizerunkiem Jezusa, części przedniej na lewo i tylnej na prawo.
Całun pomaga nam zrozumieć rozdzierający serce widok, jaki jawił się Maryi. Od pięt do głowy nie było miejsca nietkniętego: zmaltretowany przez ciernie, zmasakrowany przez uderzenia, odarty ze skóry przez biczowanie, poraniony przez upadki, przebity na wylot gwoźdźmi, ugodzony w serce włócznią…, doprawdy - przejął na siebie ból wszystkich ludzi.

Maryjo, wstaw się za nami…
- aby wszyscy mogli Cię przyjąć jako swoją Matkę,
- abyś była światłem nadziei w naszym wędrowaniu,
- aby wszystkie pokolenia głosiły Cię błogosławioną.

Stacja XIV - OWINIĘCIE W CAŁUN.
Przemieszczenie ciała Jezusa aż do grobu spowodowało obfity wyciek krwi i osocza z rany zadanej w bok. Zebrała się ona na wysokości nerek. Ten nacisk krwi o intensywniejszym kolorze, otoczony obwódką osocza, ma cechy krwi pośmiertnej, tak samo jak plamy krwi przylegające do rany zadanej w bok.
Pośpiech, z którym dokonano pochówku był opatrznościowy, bo pominięcie rytualnego obmycia, zachowało na płótnie obraz ciała Jezusa ze wszystkimi szczegółami krwawej męki. Kobiety miały czasu zaledwie tyle, aby namaścić ciało Jezusa balsamem, przyniesionym przez Nikodema, prowizorycznie owinąć je w całun, obwiązując bandażami.
Następnie Józef z Arymatei i Nikodem przytoczyli wielki głaz.

Módlmy się: Jezu, Panie życia, zbaw nas…
- zbaw, o Panie, tych, którzy umierają bez  światła wiary,
- zbaw, o Panie, tych, którzy umierają bez radości i nadziei,
- zbaw, o Panie, tych, którzy umierają bez pociechy i miłosierdzia.

ZAKOŃCZENIE
Całun może być uważany za cichego świadka nie tylko mąk cielesnych i śmierci Jezusa, pośrednio także za radosną zapowiedź Ewangelii - zapowiedź Zmartwychwstania.
Oblicze z całunu, szczególnie na negatywie fotograficznym, dzięki odwróceniu światła i cienia dokonanego na fotografii, jawi się nam tak prawdziwym, tak głębokim, tak ludzkim i Boskim, że w żadnym innym wizerunku nie moglibyśmy tego tak podziwiać i czcić.
Na twarzy postaci z całunu widoczne są uczucia spokojnego bólu, łagodnego smutku, zjednoczone w postawie pogody i dostojeństwa.
Ma zamknięte oczy, ale nie wydaje się umarły - wygląda jak osoba śpiąca, która za chwilę się przebudzi. Całun nie jest wizerunkiem śmierci, ale życia.

Marta Czech