Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Etyka - Bioetyka - Moralność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Etyka - Bioetyka - Moralność. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lipca 2018

Wobec rzeczywistości naszych czasów...


Pikieta antyaborcyjna - Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, Borowska 213

fot. Radosław Szalek

Sobotni poranek przed Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym we Wrocławiu. Solidne podmuchy wiatru z jednej strony utrudniają utrzymanie szerokich transparentów, z drugiej - wydaje się, jakby wtórują każdemu ,,Zdrowaś Maryjo…”, rozwiewając dźwięki modlitwy tam, gdzie jeszcze nie ma ona szans wybrzmieć.
Przechodnie z zainteresowaniem zerkają na niespełna dwudziestoosobową grupę kobiet i mężczyzn w różnym wieku, którzy w skupieniu odmawiają kolejno wszystkie trzy części różańca. Teksty na bannerach nie pozostawiają wątpliwości co do celu zgromadzenia. Obserwatorzy wydarzenia na różne sposoby prezentują swój stosunek do tego, co się obok nich dzieje. Jedni zwalniają kroku, by łatwiej odczytać pofalowane wichrem napisy; inni przystają, chcąc zrobić zdjęcie; jeszcze inni miarowym krokiem przecinają szpitalny parking, poruszając ustami w rytm rozlegającej się przez megafon modlitwy… Wydaje się, że jej powaga odbiera śmiałość zuchwalcom, którym tak łatwo przychodzi deptać w innych okolicznościach ,,legitymację naszej wiary”, jak mawiał o różańcu św. papież, Pius V. Wśród licznych świadków zaledwie jednej pani wystarcza arogancji, by z nieskrywaną złością, w kilku niewyszukanych słowach, odesłać zebranych do kościoła.
To tylko dowód na to, że regularnie organizowane od kilku lat pod Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym we Wrocławiu pikiety antyaborcyjne, słusznie przybrały tę szczególną formę. Wobec rzeczywistości naszych czasów, trudno o skuteczniejszą broń, niż publiczna modlitwa różańcowa, której - w ramach wynagrodzenia - domagają się grzechy aborcji. O jakiej rzeczywistości mówimy? Wg danych pochodzących bezpośrednio ze szpitala, od 2014 roku to ponad setka zamordowanych. Tych najmniejszych, najbardziej niewinnych i bezbronnych, szczególnie zależnych od pozostałych, którzy, wykorzystując swoją przewagę, często wolą zabić, aniżeli ratować; atakować zamiast bronić; niszczyć to, czemu - chcąc pozostać wiernym fundamentalnej zasadzie sprawiedliwości - należy się ocalenie.
Wydawałoby się, że kwestia dotyczy stosunkowo niewielkiego odsetka szpitalnego personelu. Aborcje mimowolnie kojarzą nam się bowiem z oddziałami/klinikami funkcjonującymi w obrębie ginekologii i położnictwa.
Kilkutygodniowy pobyt w szpitalu przy ul. Borowskiej (w związku ze złamaną nogą, na terenie jednej z pozostałych klinik) brutalnie uświadomił mi jednak, z jak szeroką skalą problemu wśród kadr medycznych mamy do czynienia, jeśli chodzi o zaniechanie tego, co górnolotnie nazywamy etosem lekarskim, a co w gruncie rzeczy sprowadza się do hipokratejskiej zasady ochrony życia ludzkiego.
W czasach powszechnego zamętu aksjologicznego, powierzając swe zdrowie czy życie obcym osobom, człowiek odczuwa naturalną potrzebę przeprowadzenia swego rodzaju discretio rationis (jakby to ujął Akwinata) - rozeznania rozumu w związku z tymi, w których pieczę został powierzony. W dobie ,,wszystkowiedzącego” internetu i publicznych profili na portalach społecznościowych bardzo szybko jesteśmy w stanie dociec, z kim mamy styczność. Biorąc pod uwagę tylko interesującą mnie klinikę/oddział, spośród znalezionych dziewięciu facebookowych profili lekarzy tam pracujących, szóstka z nich otwarcie demonstruje swoje proaborcyjne przekonania. Tzw. nakładki profilowe z tekstami ,,Nie dla zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej!” czy ,,#CzarnyProtest” nie pozostawiają złudzeń. Żaden z pozostałych lekarzy nie deklaruje postawy pro life. Abstrahując już od ogólnej kultury języka (która niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia, nawet jeśli to ,,tylko Facebook”), bardzo przygnębiającym jest moment, w którym pacjent zdaje sobie sprawę, że szpitalna maksyma, którą ośrodek przy Borowskiej chlubi się na swojej stronie: ,,Jesteśmy po to, żeby leczyć [...]” równie dobrze mogłaby brzmieć ,,Jesteśmy po to, żeby zabijać [...]”. W głowie rodzi się mnóstwo pytań i uzasadnionych wątpliwości.
Jak zaufać rezydentce, która umieszcza na swoim profilu grafiki typu ‘Keep your rosaries off my ovaries.’ (ang. ,,Precz z różańcem od moich jajników.”), profanujące różaniec i deprecjonujące niewinne ludzkie życie?
Jak zdać się na opiekę pielęgniarek, które nt. aborcji toczą w dyżurce burzliwą dyskusję, zajmując stanowisko płomiennych zwolenniczek zabijania nienarodzonych dzieci?
Jak pozwolić się zoperować lekarzowi, który twierdzi, że nie wie, kiedy zaczyna się ludzkie życie, ale mimo to jest gotów wesprzeć ,,czarny marsz”?
Jak wierzyć słowom doświadczonego chirurga, dla którego wyznacznikiem moralności, fundamentalnych zasad etc. jest tzw. ,,wydolność systemu"?
Jak być przekonanym o kompetencjach i dobrej woli tych wszystkich ludzi, skoro to, co sobą reprezentują stawia ich w szeregu albo niedouczonych, albo nikczemnych, albo ...wygodnych?
Bardzo trudno o elementarne poczucie bezpieczeństwa, będąc zależnym od zwolenników selektywnego uśmiercania. Niełatwo założyć, że wybrana terapia jest właściwa tam, gdzie ,,móc zabić” jest jedną z opcji w wachlarzu dostępnych metod. Niesamowicie męczą wątpliwości co do decyzji medyków o aspiracjach ,,panów życia i śmierci”. (Trafnie owe powszechne, ponure zapędy ilustruje choćby sugestywny tytuł filmu o znanym polskim kardiochirurgu: ,,Bogowie”.)
Mając świadomość, że wszelkie próby pozbawiania Boga należnego mu miejsca w hierarchii wartości zawsze prowadziły do rozległej katastrofy ludzkości, ma się ochotę czym prędzej uciec ze strefy wyjętej spod Jego panowania. Jak najdalej od labiryntu krętych korytarzy i sal, w których poprawność polityczna każe wieszać już tylko bożki telewizorów. Uciec jak najdalej od zepsucia, gdzie dewizą pozostał ,,wzrost dla samego wzrostu”, czyli w zasadzie ,,ideologia komórki rakowej”, jakby to ujął Edward Abbey. Kolejnym przygniatającym przebłyskiem w myślach pacjenta jest ten, w którym uświadamia on sobie, iż owo zepsucie jest już tak pospolite, że - nawet gdyby udał się gdzie indziej - zdany jest w gruncie rzeczy na wybór między przysłowiową dżumą a cholerą.
Dr Jerzy Moskwa, nauczyciel i autorytet dla wielu pokoleń lekarzy, w jednym ze swoich artykułów pt. ,,Lekarze czy funkcjonariusze?”, w kontekście spustoszonych umysłów i sumień, przywołuje słowa wicedyrektora Departamentu Profilaktyki i Lecznictwa, skierowane do studentów medycyny w 1950: ,,Skończymy z pojęciem lekarskiego kapłaństwa, ze sloganami o powołaniu do zawodu. Jesteście i pozostaniecie funkcjonariuszami państwa.” Wydaje się, że echo tych słów rezonuje dziś w typowej postawie lekarza, który miota się już tylko (jak trafnie ujął dylematy współczesnego człowieka Nicolás Gómez Dávila) ,,pomiędzy sterylną surowością ustaw a nieporządkiem instynktów.” Szpital, arena tej szamotaniny, przedstawia się choremu jako ,,jaskinia lwa”. Wszelkie dobro, jakiego doświadcza (bo przecież ono też tam jest), niepodobna, by przyjął inaczej, jak w myśl: ‘Timeo Danaos et dona ferentes.’ (łac. „Obawiam się Greków, nawet gdy niosą dary.”) - znamiennej wypowiedzi Laokoona przed wprowadzeniem drewnianego konia do Troi w wergiliuszowskiej ,,Eneidzie”.
          Przykro obserwować, że wśród takich, nie innych, kanonów funkcjonują studenci medycyny - bo przecież to szpital uniwersytecki. Cisną się na usta słowa Richarda M. Weavera ze znanego dzieła ,,Idee mają konsekwencje”: ,,człowiek nie powinien podążać za naukową analizą przy jednoczesnej niemocy moralnej." Tymczasem (kontynuuje Weaver) ,,od czterech stuleci każdy człowiek jest nie tylko swym własnym kapłanem, ale także swym własnym profesorem etyki, a konsekwencją tego jest anarchia zagrażająca nawet temu minimum uznawanych powszechnie wartości, które jest konieczne dla istnienia państwa." Drastycznym pokłosiem tej samowoli jest m.in. wszystko to, co dziś możemy zaobserwować w związku z zamieszaniem wokół aborcji - zarówno na gruncie prawnym, jak i obyczajowym. Tymczasem, jak zauważył Ronald Reagan, publikując esej w dziesiątą rocznicę zalegalizowania aborcji w USA (1983r.) - ,,nie możemy umniejszać wartości jednej kategorii ludzkiego życia – nienarodzonych – bez umniejszania wartości każdego ludzkiego życia. [...] Kiedy jako naród skoncentrujemy się na którejkolwiek z tych kwestii, by zapewnić i chronić świętość życia [ludzkiego], to dostrzeżemy, jak ważne jest zapewnienie tej zasady zawsze i wszędzie. [...] Wszyscy musimy dokształcać się na temat rzeczywistości horroru, jaki ma miejsce. [...] Prawdziwym pytaniem dzisiaj nie jest to, kiedy zaczyna się ludzkie życie, ale ile jest ono warte.”
Nauka bowiem jednoznacznie przekazuje, że początek życia każdej osoby ludzkiej wyznacza zapłodnienie, kiedy to tworzy się unikalny genotyp, identyfikujący daną osobę do końca życia. To wydarzenie sui generis. Od jego zaistnienia nie mamy do czynienia ani ze ,,zlepkiem komórek”, ani nawet z ,,potencjalnym człowiekiem”, tylko z pełnoprawną osobą ludzką w początkach swej egzystencji, której ustawodawstwo w Polsce przyznaje realne prerogatywy - choćby w zakresie dziedziczenia (art. 927 § 2 KC) czy dochodzenia po urodzeniu swoich praw za ewentualne szkody w okresie prenatalnym (art. 446 KC).
,,Kiedy mówimy o początku życia, nie ma wątpliwości, że życie zaczyna się wtedy, kiedy komórka jajowa zostaje zapłodniona. Ta zapłodniona komórka ma potencjał rozwoju w cały organizm, także ludzki.” - podaje prof. Marek Świtoński z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, wiceprezes poznańskiego oddziału PAN.
,,Zarodek jest człowiekiem, bo jeśli nie, to czym jest? Nie jest jedynie tkanką ludzką, bo jeśli tak, to czyją?” – głosi podczas konferencji naukowej w Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzej Legocki z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN.
Z kolei prof. Andrzej Paszewski z Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN konstatuje: „Prawo, które chroni życie ludzkie od poczęcia, opiera się na wiedzy naukowej, a nie na religijnych przekonaniach. Żeby być człowiekiem, trzeba po prostu zaistnieć”. Nadmienia jednak, że ,,przyznanie człowieczeństwa embrionowi lub płodowi jest dla wielu dyskutantów bardzo niewygodne, dlatego przerzucają oni ten problem ze sfery wiedzy do sfery przekonań”.
I tak, w imię pseudohumanitarnych, oświeceniowych motywów dezawuuje się Prawdę, czyniąc zeń kwestię subiektywnego postrzegania czy nawet ludzkiego wynalazku. Hedonistyczne zapędy, skupiające całą energię i uwagę człowieka tylko na ,,tu i teraz”, nie pozwalają już uznać Prawdy za przedmiot czci, któremu winniśmy służyć, w imię którego należałoby się poświęcić, a nawet polec. Tak trudno o budujące, merytoryczne spory, kiedy poszukiwanie Prawdy zastępują tendencyjne pustosłowia. Za Piusem IX chciałoby się zaklinać: ‘Vera rebus vocabula restituantur’! (Trzeba rzeczom przywrócić nazwy prawdziwe!).
Tu warto przywołać fragment wywiadu-rzeki z profesorem medycyny Romualdem Dębskim i doktorem nauk medycznych Marzeną Dębską - znanym (głównie dzięki mainstreamowym mediom) małżeństwem ginekologów, którzy rutynowo dokonują aborcji: «„Wstrzymanie, zatrzymanie, przerwanie, usunięcie…”. Tych słów używa się wymiennie, w zależności od tego, kto je wypowiada. Pacjentki najchętniej by chciały „wstrzymać ciążę” albo „zatrzymać dzidziusia”. Najlepiej „tak, żeby mu nie robić krzywdy”. Drażni mnie ta hipokryzja. Tym kobietom tłumaczę, o czym tak naprawdę rozmawiamy. Nie można przerwać ciąży, nie robiąc dziecku krzywdy. Bo potem one wychodzą ze szpitala i mówią, że tylko „wstrzymały dzidziusia…”, a lekarz jest oskarżany o to, że zabił dziecko. Wolę nazywać rzeczy po imieniu.» Aborterzy nie pozostawiają złudzeń co do faktów. Kwalifikują je jedynie w kategoriach swojej własnej obyczajowości, która dla człowieka uczciwego, podążającego za Prawdą, jest nie do przyjęcia.
...i nawet sam Reagan wzdrygał się przed ową szubrawą obyczajnością lekarzy, wjeżdżając na salę operacyjną po zamachu w 1981r., kiedy na chwilę przed podaniem narkozy rzucił w stronę chirurgów słynne: ,,Mam nadzieję, że wszyscy jesteście republikanami.”
,,Mam nadzieję, że wszyscy jesteście katolikami.” - chciałoby się parafrazować prezydenta USA w polskich szpitalach. Tymczasem wydaje się, że ułomna konstrukcja systemu zdrowotnego, wszechobecna poprawność polityczna oraz plątająca się pomiędzy nimi epikurejska potrzeba świętego spokoju nieustannie burzą to, co w ludziach prawe, wzniosłe i szlachetne. Swego czasu w  miesięczniku „Odra" ogłoszono ankietę pt. ,,Lęki medycyny”. Maciej Iłowiecki pisał z tej okazji: „Gdyby zaś zapytać, jaki właściwie lęk jest najgorszy, jaki kryje w sobie wszystkie pozostałe, ja przynajmniej musiałbym odpowiedzieć tak: jest to lęk przede wszystkim przed tym, by nie zabrakło wśród lekarzy ludzi dobrych, a w naszej medycynie - dobroci i zwłaszcza, żeby ci dobrzy nie musieli pracować w warunkach, które wszelką dobroć niweczą".
Tym większym więc wsparciem i poszanowaniem darzmy lekarzy dobrych, przyzwoitych, niezepsutych... Nielicznych, którzy mają odwagę nie pozostać w tej walce na śmierć i życie bezstronni - nawet kosztem społecznej, naukowej czy medialnej banicji. To dzięki ich zdecydowanej postawie nadzieje na powszechną służbę zdrowia o nieposzlakowanym morale przestają być tylko czczymi mrzonkami. Wszystkim tzw. obojętnym natomiast, warto zadedykować fragment eseju wybitnego hiszpańskiego dyplomaty, Juana Donoso Cortésa: «Nie mów, że nie chcesz walczyć. Już gdy to mówisz, walczysz. Nie mów, że nie wiesz, po której stronie masz walczyć. Bo w tejże chwili skłaniasz się na jedną stronę. Nie zapewniaj, że chcesz być niezależny, myśląc, że takim jesteś, już nim nie jesteś. Nie twierdź, że zachowujesz się obojętnie. To śmieszne. Wymawiając słowo „obojętnie”, już przystąpiłeś do partii. W tej (...) walce między Bogiem a diabłem każdy, kto opowiada się za neutralnością, stoi bezsprzecznie po stronie diabła.»
 
Marta Czech

poniedziałek, 8 maja 2017

Katolik w wielkim mieście


          Biegając po wrocławskim Ołbinie i rozmyślając sobie wczesnym poniedziałkowym rankiem nad ,,urokami wielkomiejskiego życia” z przerażeniem zauważyłam, że – nim się spostrzegłam – mieszkam jednocześnie obok: fryzjera dla psów, ,,restauracji” indyjskiej Hare Kriszna, krematorskiego zakładu pogrzebowego i kilku punktów o nazwie ,,Ksero 24h”, dystrybuujących w rzeczywistości tzw. ,,dopalacze”. ,,O tempora, o mores!”

Całe szczęście, na ów, pogrążony w odmętach duchowej pustki, ziemski padół spogląda jeszcze - wśród wiosennego, napawającego nadzieją, śpiewu ptaków - majestatyczny Święty Michał Archanioł… (projektu mojego ulubionego architekta, Alexisa Langera).

,,[…] Imperet illi Deus, supplices deprecamur […].”

Kościół Świętego Michała Archanioła na wrocławskim Ołbinie

Marta Czech

piątek, 13 stycznia 2017

W temacie pana Jerzego O. i jego dzieła


Refleksja...

          Nie za bardzo rozumiem medialne potyczki w temacie WOŚP i zarzuty ze strony jej zwolenników w związku z niepopieraniem pana Owsiaka. Wszak sam pan Jurek głosi wszem i wobec: ,,Róbta, co chceta!".
A więc chcę nie popierać WOŚP i działań pana O., to nie popieram. ,,Krótka piłka", jak to mówią.
...chyba, że ,,róbta, co chceta" jest tylko dla wybranych, a resztę obowiązuje ,,jedynie słuszna linia partii", ale o tym Wielki Dyrygent Orkiestry, zdaje się, nic nie napominał...


Marta Czech

piątek, 8 kwietnia 2016

Prawo ,,powszechnego ciążenia”


          Cały ten problem w związku z aborcją, antykoncepcją (o czym ostatnio głośno) ma źródło w tym, że ludzie przestali siebie akceptować takimi, jakimi są, odrzucając prawa natury (dla katolików: Boże Prawa), które nimi kierują. O ile są w stanie przyjąć, że wskutek działania grawitacji chodzą po ziemi, bicie serca rozprowadza krew po całym ich organizmie, jedzenie i picie wiąże się z konkretnymi czynnościami fizjologicznymi, a ból jest wynikiem działania receptorów informujących o uszkodzeniu tkanek – nie są w stanie przyswoić wiadomości, że współżycie seksualne prowadzi do powstania człowieka. Cóż za wybiórcze traktowanie powszechnie znanych oddziaływań materii.

Bardzo mi żal tych wszystkich - zakompleksionych (spójrzmy prawdzie w oczy) na punkcie własnej płodności - ludzi.


Marta Czech

poniedziałek, 9 marca 2015

Pikieta antyfeministyczna we Wrocławiu



          8 marca, w dniu, który zwykliśmy nazywać Dniem Kobiet, feministki, przy wsparciu lewicowych środowisk, w swoich rewolucyjnych ,,manifach” w całej Polsce nadzwyczaj dobitnie kwestionują naturalny, normalny porządek rzeczy - porządek ról kobiety i mężczyzny w społeczeństwie.
Również tego dnia, w wielu polskich miastach, pikietują środowiska pro-life, patriotyczne, tradycjonalistyczne, katolickie.
Pod wrocławskim Ratuszem kontrrewolucyjne zgromadzenie współtworzyli Fundacja Pro – Prawo do Życia, Młodzież Wszechpolska – Okręg Dolnośląski oraz ONR Brygada Dolnośląska.
Pikietujący (w tym wiele młodych kobiet) zgodnie powtarzali, iż w żadnej mierze nie godzą się na ,,nowoczesne” postulaty i seksualne wyzwolenie, lansowane przez uczestników ,,manify”. Patrioci podkreślali walory zdrowej rodziny, która daje kobiecie spełnienie i bezpieczeństwo, a która jest niszczona przez feministki i wszystkich, którzy im wtórują (w tym media ,,głównego nurtu” oraz rząd). Narodowcy zwrócili uwagę m.in. na fakt wprowadzenia po raz pierwszy legalnej aborcji na dzieciach chorych w naszym kraju. Było to 9 marca 1943 roku, a zapis ów to hitlerowska dyrektywa, będąca nieodłącznym elementem nazistowskiej polityki rasizmu i eugeniki. Analogia między dążeniami feministek a hitlerowskim programem unicestwienia Narodu Polskiego narzuca się sama przez się.
Członkowie Fundacji Pro przytaczali zatrważające fakty odnośnie do wykonywanych aborcji w Polsce, Europie i na świecie. Nie zostały również pominięte tragiczne skutki tego procederu w odniesieniu do sprawców morderstw nienarodzonych. Podkreślano, czym jest rzeczywista przemoc wobec kobiet - w odróżnieniu od tej rzekomej, promowanej przez feministyczną rewolucję.
Przemówienia poszczególnych członków organizacji przeplatały jednogłośne okrzyki: ,,Aborcja to zbrodnia!”, ,,Chłopak i dziewczyna – normalna rodzina!”, ,,Nie czerwony, nie tęczowy – Wrocław zawsze narodowy!” itp.
Wśród przechadzających się po wrocławskim Rynku, znaleźli się zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy propolskich dążeń. Uczestnicy ,,manify” natomiast w stronę pikietujących kierowali prostackie, wulgarne słowa i gesty, których przytaczanie nie mieści się w jakichkolwiek granicach tego, co nazywamy kulturą i dobrym smakiem.
Poniżej prezentujemy fragment przemówienia reprezentacji wrocławskiej komórki Fundacji Pro – Prawo do Życia.

«Nie pozwólmy, by rewolucyjne hasła feministek - godzące w tradycję, rodzinę i naszą wiarę - były wypowiadane w imieniu wszystkich kobiet, w naszym imieniu.

Manifestujące dziś feministki pod hasłami ,,wolności” i ,,sprzeciwu wobec przemocy w stosunku do kobiet” głoszą treści będące w istocie zaprzeczeniem zarówno wolności, jak i obrony kobiet przed przemocą.

Czy można bowiem wyobrazić sobie przemoc wobec kobiety okrutniejszą od śmierci jej dziecka?

Dziś feministki domagają się m.in. prawa do mordowania nienarodzonych dzieci, nazywając to prawem do decydowania o własnym ciele. Tak dochodzimy do paradoksu, w którym każdy ma ,,wolny wybór”, z wyjątkiem ofiary - brutalnie mordowanego dziecka.

Dziś feministki wmawiają nam, że ciąża to przemoc wobec kobiet, na którą antidotum jest aborcja. Tymczasem dziecko to nie choroba, a morderstwo nie może być lekarstwem!

Dziś feministki przedstawiają nam aborcję jako ,,ratunek” dla ,,niezależnej kobiety”. Aborcja jednak nie sprawia, że kobieta przestaje być matką. Aborcja czyni kobietę matką martwego dziecka, do którego śmierci osobiście się przyczyniła!

Dziś feministki głoszą hasła tolerancji, podczas gdy w praktyce np. liczba chromosomów u człowieka (choćby zespół Downa) jest dla nich argumentem za sztuczną selekcją ludzi - za zabójstwem eugenicznym.

Bez uznania podstawowego prawa do życia, przysługującego każdej niewinnej istocie ludzkiej, wszystkie inne prawa tracą na znaczeniu. Nie pozwólmy, by nasza Ojczyzna była państwem bezprawia, w którym dzieci nie można bić, ale można zabijać.

Drodzy Mężczyźni, jako słabsza płeć, zwracamy się do Was – obrońców słabszych, kobiet i dzieci, o pomoc w budowaniu zdrowych rodzin i zdrowego społeczeństwa, w którym każdy człowiek, nieważne jak mały, ma właściwe sobie miejsce.»


Relacja filmowa z pikiety, sporządzona przez Młodzież Wszechpolską – Okręg Dolnośląski:
…oraz (oczywiście zmanipulowana) relacja dziennikarzy ,,Faktów”:

Artykuł odnośnie do wydarzenia na stronie Fundacji Pro – prawo do Życia:


Marta Czech

niedziela, 8 marca 2015

Na 8 marca…



          Dziś, 8-go marca, tzw. Dzień Kobiet, w którym feministki, przy wsparciu lewicowych środowisk, nadzwyczaj dobitnie kwestionują naturalny, normalny porządek rzeczy - porządek ról kobiety i mężczyzny w społeczeństwie.
Nie pozwólmy, by ich rewolucyjne hasła - godzące w tradycję, rodzinę i naszą wiarę - były wypowiadane w imieniu wszystkich kobiet, w naszym imieniu.

Manifestujące dziś feministki pod hasłami ,,wolności” i ,,sprzeciwu wobec przemocy w stosunku do kobiet” głoszą treści będące w istocie zaprzeczeniem zarówno wolności, jak i obrony kobiet przed przemocą.

Czy można bowiem wyobrazić sobie przemoc wobec kobiety okrutniejszą od śmierci jej dziecka?

Dziś feministki domagają się m.in. prawa do mordowania nienarodzonych dzieci, nazywając to prawem do decydowania o własnym ciele. Tak dochodzimy do paradoksu, w którym każdy ma ,,wolny wybór”, z wyjątkiem ofiary - brutalnie mordowanego dziecka.

Dziś feministki wmawiają nam, że ciąża to przemoc wobec kobiet, na którą antidotum jest aborcja. Tymczasem dziecko to nie choroba, a morderstwo nie może być lekarstwem!

Dziś feministki przedstawiają nam aborcję jako ,,ratunek” dla ,,niezależnej kobiety”. Aborcja jednak nie sprawia, że kobieta przestaje być matką. Aborcja czyni kobietę matką martwego dziecka, do którego śmierci osobiście się przyczyniła!

Dziś feministki głoszą hasła tolerancji, podczas gdy w praktyce np. liczba chromosomów u człowieka (choćby zespół Downa) jest dla nich argumentem za sztuczną selekcją ludzi - za zabójstwem eugenicznym.

Bez uznania podstawowego prawa do życia, przysługującego każdej niewinnej istocie ludzkiej, wszystkie inne prawa tracą na znaczeniu. Nie pozwólmy, by nasza Ojczyzna była państwem bezprawia, w którym dzieci nie można bić, ale można zabijać.

Drodzy Mężczyźni, jako słabsza płeć, zwracamy się do Was – obrońców słabszych, kobiet i dzieci, o pomoc w budowaniu zdrowych rodzin i zdrowego społeczeństwa, w którym każdy człowiek, nieważne jak mały, ma właściwe sobie miejsce.

Marta Czech

środa, 7 stycznia 2015

A propos serduszek…


          Wszystkich zwolenników, ale i przeciwników, WOŚP i p. J. Owsiaka zachęcam do dogłębnego zapoznania się ze sprawozdaniami finansowymi WOŚP, statutem fundacji, powiązaniami pana Owsiaka ze spółką ,,Złoty Melon", z formalnościami dotyczącymi kulisów zakupu sprzętu za pieniądze zebrane przez WOŚP przez szpitale (kwestia przetargów, wyboru firmy, negocjacji ceny itd.), a w pierwszej kolejności nawet z przepisami i prawem polskim odnośnie do organizacji pozarządowych i spółek (wszystko znajdziemy w internecie), by jedno i drugie móc ze sobą owocnie skonfrontować. Bez względu na poglądy, uczciwy człowiek mający elementarną wiedzę w w/w sferach, logicznie rozumując, po prostu nie ma argumentów, by jakkolwiek wspierać WOŚP i pana J. Owsiaka. Zamiast się niepotrzebnie emocjonować, polecam przysiąść do ,,urzędniczej” lektury i własnych analiz dokumentów. Każdy człowiek swój rozum ma i lepiej, by z niego korzystał, niż przyjmował cudzą demagogię jako własne poglądy. …ale to, w odróżnieniu od przeklejania linków, wymaga większego wysiłku...

Osobiście, miast ,,owsiakowych", preferuję takie serduszka.
  
Marta Czech

niedziela, 20 kwietnia 2014

Ewolucjonizm, jako współczesna mitologia


          Ewolucjonizm nauczył ludzi myśleć, że jeśli oddalają się coraz bardziej od stadium małpy, to coraz bardziej zbliżają się do stadium anioła. Można jednak przestać być małpą i, zamiast stać się aniołem, całkiem zwyczajnie pójść do diabła. (Gilberth Keith Chesterton)
 
 
Marta Czech

poniedziałek, 31 marca 2014

Dziewczynka z Wrocławia

 
Koniec kwietnia 2014 roku. W jednym z wrocławskich szpitali na świat przychodzi dziewczynka. Oczko w głowie rodziców i lekarzy, którzy wspaniałomyślnie podejmują się opieki medycznej w związku ze stwierdzonym u dziecka zespołem Downa. To oczywiste - każdy chce mieć zdrowe dzieci, ale wartość ludzkiego życia nie zależy od liczby chromosomów. Kolejne miesiące i lata pokazują również, że niezależnie od tej liczby można być zwyczajnie szczęśliwym człowiekiem. Ba – szczęściem tym można nawet zarażać innych, nagradzając niejako trudy wszystkich wspólnie spędzonych chwil. Być człowiekiem to przecież wielka sprawa!
Niestety, nie wszyscy ludzie podzielają to zdanie… Dlatego powyższe to tylko optymistyczny scenariusz, zakładający – wydawałoby się – oczywistą jednomyślność.
Piątek, 28 marca 2014. Samochody i autobusy przed Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym przy ul. H. Kamieńskiego we Wrocławiu przejeżdżają z wyraźnie mniejszą prędkością, niż zazwyczaj. Co odważniejsi piesi również zwalniają kroku…
Co ich zatrzymuje? Obraz zabitego w wyniku aborcji dziecka na banerze? Bezimienna klepsydra z napisem ,,Dziewczynka z Wrocławia”? Mała trumienka obwarowana palącymi się zniczami? A może grupka niespełna dwudziestu osób odmawiających publicznie różaniec?
 
 
Tak bowiem rysowała się ostatnia z akcji wrocławskich działaczy ,,Fundacji Pro – Prawo do Życia” (http://stopaborcji.pl/) – pikieta, która miała na celu wspomnienie krótkiego (bo zaledwie trzytygodniowego) życia Dziewczynki z Wrocławia. Dziewczynki, której imienia nawet nie znamy…  Znamy za to sposób, w jaki przyszła na świat.
Fakt ów, nawet na łamach tzw. brukowców, przedstawiony jest w taki oto sposób: ,,Cud we Wrocławiu! Dziecko przeżyło aborcję!”. Każdy zdroworozsądkowy człowiek z miejsca zauważa kuriozalność treści zawartych w podobnym nagłówku, będącą odzwierciedleniem chorej sytuacji w naszym kraju.
Po pierwsze – skoro DZIECKO przeżyło aborcję, znaczy, że to, co aborcją nazywamy, JEST ZABIJANIEM LUDZI, a nie (jak zwykło się eufemizować) usuwaniem ciąży, płodu, bliżej nieokreślonego zlepka komórek czy tkanek. Aborcja nie sprawia, że kobieta przestaje być w ciąży – ona staje się matką martwego dziecka.
Po drugie – co za ironia losu cudem nazywać przeżycie aborcji przez dziecko, podczas, gdy ono samo, jego poczęcie jest pierwszym cudem – cudem, którego postanowiono się brutalnie pozbyć.
Dlaczego? Jaki jest powód owej brutalności?
Choroba. Zespół Downa.
Dziecko w wyniku sztucznie wywołanego porodu w 23/24 tygodniu ciąży, ku zdumieniu medyków, rodzi się żywe. Waży ok. 700g. Neonatolodzy podejmują reanimację, maleństwo zostaje zaintubowane. Gdyby urodziło się, ważąc 200g mniej, lekarze pozostawiliby je gdzieś w szpitalnym kącie, by …umarło. Niestety, z racji skrajnego wcześniactwa, dziewczynka umiera po trzech tygodniach od swoich, tak bardzo przesyconych dramaturgią, narodzin. …a mogło być przecież zupełnie inaczej…
Tak właśnie wygląda ,,kompromis aborcyjny” w praktyce. Dochodzimy do kolejnego kuriozum: w tym samym szpitalu, na tym samym oddziale, jedni lekarze skazują dziecko na śmierć tylko dlatego, że jest podejrzane o chorobę, podczas gdy inni lekarze próbują je ratować, gdy uśmiercanie dziecka okaże się nieskuteczne.
Apelujemy zatem zwłaszcza do lekarzy i polityków - powstrzymajcie zabijanie niepełnosprawnych!
Chorzy ludzie, chore dzieci, dzieci z zespołem Downa – mają prawo żyć! Takie samo prawo, jakie ma każdy z nas.
 
fot. Adam Brawata
Marta Czech