sobota, 22 maja 2010

Przemoc w prawie

          Gdyby ustawodawcy (choć dziś oni są tylko pionkami w szponach sponsorujących ich koncernów) chcieli rzeczywiście pomóc rodzinom, powstałaby ustawa nie o przemocy w rodzinie, ale o POMOCY rodzinie. Sama przemoc objęta jest ustawodawstwem karnym od dawna i nie potrzeba podkreślać, że dzieje się ona akurat w rodzinie, bo dzieje się wszędzie.

Art. 207. Kodeksu karnego:
§ 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca
podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Definicja osoby najbliższej w polskim prawie karnym - art. 115 § 11 kk :
Osobą najbliższą jest małżonek, wstępny, zstępny, rodzeństwo, powinowaty w tej samej linii lub stopniu, osoba pozostająca w stosunku przysposobienia oraz jej małżonek, a także osoba pozostająca we wspólnym pożyciu.

Nowa ustawa jest przekłamaniem rzeczywistości. Więcej przypadków przemocy notuje się bowiem w konkubinatach (http://www.piotrskarga.pl/ps,4890,3,0,1,I,informacje.html), a jak dotąd, nikomu do głowy nie przyszło, by stworzyć ustawę o przemocy w konkubinatach.

Przyjrzyjmy się - komu zależy na promowaniu informacji o przemocy w rodzinie? Czy aby na pewno tym, którzy chcą rodzinom pomagać?
Osobiście dla mnie najbardziej niepokojące jest to, że za wątpliwą ustawą murem stają osoby publiczne, które słyną z promocji chorej wszechtolerancji, które wyśmiewają małżeństwo jako sakrament Kościoła i którym do głowy nie przychodzi, by pomyśleć o dziecku jako o Bożej łasce, bo na lewo i prawo agitują nt. prawnej legalizacji aborcji i in vitro.

Na szczęście padają w dyskusji i takie głosy:

USTAWOWE OSACZANIE RODZINY
Głos Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski


1. „Rodzina jest niezbędnym dobrem ludzkości” (Benedykt XVI), a nie jest, jak się przedstawia, źródłem patologii i przemocy.

2. Słuszna potrzeba przeciwdziałania przemocy jest dość dobrze zabezpieczona w dotychczasowym prawodawstwie Polski. Natomiast nowelizacja Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie godzi w rodzinę, w jej niezbywalne wartości i prawa jakimi są: wolność rodziny, prawo rodziców do wychowania dzieci według wyznawanych zasad, prawo dziecka do opieki ze strony własnych, biologicznych rodziców, intymność życia rodzinnego.

3. Fałszywe, naukowo nieuzasadnione założenia twórców noweli tej ustawy, że przemoc dotyczy 50% rodzin w Polsce (według niektórych badań tylko 5%), ma stanowić uzasadnienie dla powołania zespołów monitorujących rodziny, także te potencjalnie zagrożone przemocą – co wiąże się między innymi ze zbieraniem danych bez zgody rodziny oraz jej inwigilacją.

4. Nowela ustawy rozszerza definicję przemocy w taki sposób, że zagraża normalnym działaniom wychowawczym rodziców. Współczesna rodzina boryka się z wieloma problemami, które zagrażają jej stabilności, integracji i bezpieczeństwu. Należy przede wszystkim rozpoznać te przyczyny, nazwać po imieniu i w miarę możliwości eliminować. Jak choćby przemoc i brutalizację przekazów medialnych, antywzorce życia rodzinnego w środkach przekazu czy fałszywie pojętą tolerancję.

5. Restrykcyjne prawo nie zagwarantuje poprawnych relacji w rodzinie, a będzie źródłem nowych stresów. Rodzinom przeżywającym trudności potrzebna jest wieloraka pomoc i wsparcie państwa, instytucji społecznych, ludzka życzliwość. Ale nade wszystko niezbędna jest dalekowzroczna strategia rzeczywistej polityki prorodzinnej, także z pozytywnym, niezafałszowanym obrazem rodziny w globalnych środkach masowego przekazu. Zgodnie z zasadą pomocniczości, powinnością państwa jest służyć rodzinie, a nie być jej sędzią i policjantem. Nikt nie ma prawa zarządzania rodzinami, lecz każdy ma obowiązek wspomagania ich, by rodzina mogła wypełniać swoje naturalne obowiązki.

6. Jednocześnie pragniemy zwrócić uwagę, że przejawem największego poziomu agresji i przemocy w rodzinie jest zabijanie dzieci oraz rozwód rodziców.

Kolejny raz apelujemy do tych, którzy mają na względzie dobro Narodu o odrzucenie zapisów godzących w dobro rodziny.

Bp Kazimierz Górny
Przewodniczący Rady do Spraw Rodziny
Konferencji Episkopatu Polski

O. Andrzej Rębacz
Dyrektor Krajowego Ośrodka
Duszpasterstwa Rodzin


Warszawa, dn. 18 maja 2010 r.


Zachęcam jeszcze do lektury poniższego artykułu.

Ks. Dziewiecki: ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie jest wyjątkowo szkodliwa dla rodziny
Uchwalona wczoraj przez Sejm ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie jest – mimo szczytnego tytułu – wyjątkowo szkodliwa dla rodziny - uważa psycholog, duszpasterz młodzieży ks. Marek Dziewiecki. Ustawa wprowadza zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci, wzmacnia ochronę ofiar przemocy, kładzie nacisk na profilaktykę. Sejm odrzucił większość poprawek oraz wniosków mniejszości zgłoszonych przez opozycję.
Ks. Dziewiecki podkreśla, że nie przeprowadzono rzetelnych badań naukowych na temat sytuacji polskich rodzin oraz na temat źródeł przemocy. Stwierdza, że wynika to z chęci ukrycia faktu, że najczęściej przemoc występuje w konkubinatach. Po drugie, w państwie prawa nie ma w ogóle potrzeby tworzenia ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w jakiejś konkretnej instytucji czy grupie społecznej, gdyż obowiązkiem państwa jest zapobieganie przemocy wszędzie. - Zachodzi podejrzenie, że ustawa ma ukryte cele. Pierwszy z nich to odciągnięcie uwagi społeczeństwa od faktu, że nasz system sprawiedliwości działa słabo i nie gwarantuje skutecznej ochrony ofiar przed krzywdzicielami. Drugi z ukrytych celów to tworzenie ustawy „poprawnej” politycznie, która ma sugerować społeczeństwu, że największym złem jest małżeństwo i rodzina, a – w konsekwencji – największym dobrem są konkubinaty, związki homoseksualne czy tak zwane „wolne związki" - podkreślił ks. Dziewiecki.
Duszpasterz młodzieży stwierdził też, że nowa ustawa prowadzi do wzrostu przemocy w rodzinie i w społeczeństwie, gdyż w praktyce zakazuje rodzicom solidnego wychowania dzieci. - Zakłada bowiem, że zwracanie uwagi na błędne postępowanie to forma „dręczenia” dziecka i nieuzasadnione ograniczanie dzieciom wolności. Czy zatem według posłów, którzy głosowali za tą ustawą, dzieci powinny bez przeszkód robić to, co chcą, na przykład bić rodzeństwo czy straszyć kolegów w szkole? Człowiek pozbawiony wychowania podporządkowuje się instynktom i popędom, stając się zagrożeniem nie tylko dla innych ludzi, ale także dla samego siebie. Podstawową przyczyną agresji i przemocy nie jest wychowanie, lecz brak wychowania czy „wychowanie bezstresowe”. Jeśli rozwydrzony nastolatek może bezkarnie na ulicy czy w szkole stosować „końskie zaloty”, to dlaczego miałby później stać się wzorem kultury i czułości, gdy zawrze związek małżeński? - uważa ks. Dziewiecki.
Jego zdaniem najskuteczniejszą formą ochrony rodziny przed przemocą jest promowanie mądrego wychowania młodego pokolenia, opartego na podstawowych wartościach, jakimi nie jest tolerancja czy demokracja, lecz prawda, miłość i odpowiedzialność. Takie właśnie wychowanie powinno być promowane w szkołach, w mediach publicznych i we wszystkich organizacjach oraz instytucjach, na jakie państwo ma wpływ i jakie wspiera finansowo. Ks. Dziewiecki dodał, że rzeczywiste przeciwdziałanie przemocy w rodzinie wymaga przeciwstawienia się „poprawności” politycznej, która w odniesieniu do małżeństwa i rodziny jest wyjątkowo szkodliwa. Stwierdził, że trzeba zwalczać „poprawny” politycznie mit, jakoby najwięcej przemocy było w rodzinach, a nie w związkach rodzino-podobnych. - Wbrew „poprawności” politycznej trzeba też wspierać i promować optymalny model relacji kobieta - mężczyzna, jakim jest model oparty na miłości wiernej i odpowiedzialnej. Także w tej dziedzinie zło zwycięża się dobrem - stwierdził ks. Dziewiecki.

Marta Czech

czwartek, 13 maja 2010

Apokaliptyczna Fatima


Na 13 maja… i nie tylko.
Tekst jest logicznym nawiązaniem do Apokalipsy św. Jana i myślę, że w tym kontekście należałoby go odczytać. Sam tytuł (Fatima i wielka kara) to przywołanie jednego z aspektów Bożej Sprawiedliwości, która na kartach Biblii jawi się nam jednocześnie karzącą, nagradzającą i niszczącą (unicestwiającą zło, obezwładniającą doczesnych protagonistów zła – Ap 19). Sama kara zaś, wedle pedagogii biblijnego kerygmatu, jest następstwem nierządu, uprawiania bałwochwalstwa i zarażania nim innych. Nie jest zamiarem Boga obdarzać człowieka cierpieniem – jest ono naturalną konsekwencją udziału w życiu duchowym wielkiej nierządnicy (apokaliptycznego Babilonu). Kara więc nie jako ,,Boży kaprys ludzkiej zagłady”, ale kara jako konsekwencja wolnej decyzji człowieka. To nie Bóg, ale, jak pisze Nałkowska, ,,człowiek człowiekowi gotuje ten los”. Autor zadbał również o apokaliptyczny paralelizm: prorocy – pseudoprorocy, tradycjonaliści – moderniści. Zachęcam do przeczytania całości.

Oto fragment:

          Proroctwo to spełnia się na naszych oczach: doświadczamy Bożej kary w postaci tych, którzy – zajmując odpowiedzialne stanowiska w Kościele – nie uznają już niezmienności obiektywnej prawdy i na różne sposoby nauczają nowej doktryny, sprzecznej z tym, co Kościół zawsze przekazywał. Zostaliśmy opuszczeni przez naszych pasterzy, ponieważ nie możemy już od nich oczekiwać, że będą stać na straży katolickiej wiary i dyscypliny. Nie możemy oczekiwać, że będą nas nauczali integralnej wiary katolickiej, „całej i nienaruszonej”, jak to nakazuje wyznanie wiary św. Atanazego. Wyraźnym na to dowodem jest choćby fakt, że tysiące katolickich rodziców muszą brać na siebie obowiązek nauczania swych dzieci w domach z powodu gorszącego programu nauczania w szkołach diecezjalnych.
Apostoł Paweł ostrzegał św. Tymoteusza: „Przyjdzie bowiem czas, gdy zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich pożądliwości zgromadzą sobie nauczycieli – mając uszy chciwe na pochlebstwa i od prawdy słuch z pewnością odwrócą, a obrócą się ku baśniom” (2 Tm 4, 3–4). Ponieważ oczywiste jest, że żyjemy w czasie powszechnego „odwrócenia się” od prawdy, naszym obowiązkiem jest czynić co w naszej mocy na rzecz powrotu do niej.

Marta Czech

sobota, 8 maja 2010

Tu chodzi o Polskę


Mam przyjemność poinformować i zaprosić na wykład dr. Stanisława Krajskiego (Uniwersytet kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie), autora nowo powstałej książki ,,Tu chodzi o Polskę" (obszerne fragmenty: http://www.krajski.com.pl/). Temat przewodni prezentacji, organizowanej przez Inicjatywę Patriotyczną: ,,Wolnomularstwo a Kościół Katolicki”. Czas i miejsce: sobota, 15 V o godz. 15:00 w Kościele NMP na Piasku we W-wiu.
Fragment książki Stanisława Krajskiego, o której mowa:

Czy Polakom potrzebne są tragedie narodowe?
Jaki jest ten nasz specyficzny charakter narodowy?
Jednym z jego elementów jest rola narodowych tragedii w kształtowaniu naszej świadomości narodowej i duchowej oraz moralnej siły.
Osoby niechętne Polsce, wciąż ją krytykujące, przedstawiające w krzywym zwierciadle jej historię, tradycję i kulturę, próbujące przedstawić ją w jak najgorszym świetle, starające się pozbawić Polaków dumy narodowej i wszczepić im różne kompleksy niższości zawsze powtarzały z kpiną i drwiną, że Polacy nie mogą żyć bez tragedii, że je pielęgnują, że są masochistami.
Osoby takie chętnie odwołują się do słów Cypriana Kamila Norwida, że Polacy potrafią być Polakami a nie potrafią być obywatelami. Odwołanie się do tych słów Norwida miało miejsce w mediach kilkakrotnie po 10 kwietnia 2010 roku. Są to bardzo gorzkie słowa. Przytoczmy je w całości: „Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczęciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne – monumentalnie znamienite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł – i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi” ( C. K. Norwid, List do Michaliny Zaleskiej).
Jest oczywiście w nich jakaś racja, ale pamiętajmy też o tym, że Norwid wypowiadając takie słowa o Polsce przedstawił też swoją opinię o Europie: „Europa jest to stara wariatka i pijaczka, która co kilka lat robi rzezie i mordy bez żadnego rezultatu ni cywilizacyjnego ni moralnego. Nic postawić nie umie – głupia jak but, zarozumiała, pyszna i lekkomyślna”.
Dlaczego na te słowa Norwida nikt się publicznie nie powołuje?
Dlaczego nie odwołują się do nich te osoby, które go tak chętnie cytują? Czy w tych słowach nie ma jeszcze więcej racji?

Marta Czech

środa, 5 maja 2010

Dojenie krowy


          9 maja Rosja przygotowuje w Moskwie swoją ,,defiladę zwycięzców”. P.o. prezydenta, Bronisław Komorowski, wraz zaproszonym przez siebie na pokład samolotu Wojciechem Jaruzelskim, będzie w tym czasie podziwiał Plac Czerwony i, jak szczęście dopisze, zakosztuje, słynnych już ze swych czarnoksięskich (żeby nie powiedzieć czekistowskich) właściwości, uścisków cara Władimira.:
Dla Polaków jednak 9 maja to nie tylko rocznica zakończenia II wojny światowej, ale przede wszystkim początek wieloletnich zmagań z nową (sowiecką) okupacją. Chciałoby się rzec: spod deszczu pod rynnę. Uratowała nas (jeśli można użyć tu takiego przejaskrawienia) swoista odrębność gatunkowa. Stalin ponoć powiedział niegdyś, iż nie ma sensu narzucać Polsce komunizmu, bo byłoby to niczym siodłanie krowy (ciekawy artykuł: http://www.rp.pl/artykul/91081.html). I tak oto wszelkie niedogodności z ujeżdżania biało-czerwonej krasuli, Kreml zrekompensował sobie bydlęcym mlekiem, które do dziś (obecnie za pośrednictwem ,,premiera” Donalda) Moskwie do garnuszka obficie napływa.
Propozycja na 9 maja (niedziela) dla tych, którzy polityki dojenia Polski nie podzielają:
12:00 – Msza św. w kościele garnizonowym (bazylika św. Elżbiety) w intencji Ojczyzny, organizowana przez Okręg Lwowski Armii Krajowej we W-wiu w celu upamiętnienia zakończenia II wojny światowej. Po Mszy - marsz pod pomnik Bolesława Chrobrego, gdzie dalszy ciąg uroczystości. Na całość obchodów zaproszony został Jarosław Kaczyński.

Marta Czech

Przesłanie do...


Zastanawiałam się ostatnio, jak bieżące wydarzenia w Polsce skomentowałby stary poczciwy Pan Cogito.
…i znowu Herbert okazał się ponadczasowy...

Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kronik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Ronalda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź


Marta Czech

wtorek, 27 kwietnia 2010

Ukryta prawda


Trzy szczepionki są produkowane z abortowanych tkanek i do dziś nie mają innego źródła!
Szczepionki te dotyczą:
- WIETRZNEJ OSPY
- ŻÓŁTACZKI TYPU A
- RÓŻYCZKI.
Jeśli więc ktokolwiek z nas był szczepiony na powyższe schorzenia – na 100% podano mu szczepionkę wyprodukowaną z abortowanego dziecka, bo w tych przypadkach alternatyw nie ma.

Istnieje obowiązek stosowania alternatywnych szczepionek oraz sprzeciwu sumienia w odniesieniu do tych, które są moralnie problematyczne - czytamy w dokumencie Papieskiej Akademii Życia.
Czy szczepionki powstałe w niemoralny sposób mogą być stosowane w sytuacjach poważnego zagrożenia zdrowia i życia? Czy ratowanie życia może usprawiedliwiać jego odbieranie? Na te i inne pytania odpowiada opublikowany przez Papieską Akademię Życia dokument ,,Rozważania moralne o szczepionkach przygotowanych z komórek pochodzących z abortowanych płodów ludzkich". Jego tłumaczenie na język polski (…):

Pokrewny artykuł:

Załączam również link do tekstu zawierającego krótką charakterystykę problemu pod względem historycznym, etycznym, z uwzględnieniem bieżących trendów farmakologicznych. Na końcu znajduje się kompletny wykaz nazw klinicznych skandalicznie produkowanych specyfików oraz firm je produkujących. Warto się z nim zapoznać.

Marta Czech

niedziela, 25 kwietnia 2010

Zraniony Pasterz


Kocham Boga, ale po przeczytaniu tej książki płakałam, ponieważ uświadomiłam sobie, że nie kocham Go dość mocno.

,,Zraniony Pasterz” był dla mnie początkiem nawrócenia.

Ta książka stała się dla mnie towarzyszką, czytam ją... czytam ponownie... mały fragment wystarczy, by się nasycić. Należy ją czytać sercem, ale sercem zranionym.
To tylko niektóre ze zdań recenzji poruszającej, równie jak one, książki Daniela Ange ,,Zraniony Pasterz”.
Czytałam ją jeszcze w podstawówce, ale dzisiejsza Ewangelia, pewnie nie przypadkiem, mi ją przypomniała… Warto do niej od czasu do czasu powrócić…
…bo któż z nas nie został ani razu, chociaż w małym stopniu, zraniony? Któż z nas nie ranił?

Fragment ,,Zranionego Pasterza”:
,,Raz na zawsze dowiedzieć się, z kim mam do czynienia. rzucam wreszcie pytanie, które pali mi wargi:
-Kim ty właściwi jesteś?
-Och, to długa historia… Jestem pasterzem, to mój zawód, i lubię go.
-A twoje stado, gdzie ono jest?
-Na hali Wilczyparów. Któregoś dnia zerwała się tam straszna burza. Dziesiątki owiec zostało rażonych piorunem. Na domiar złego, psy wywołały popłoch. Niektóre owce wpadły do jaru, inne się poraniły. Prawdziwa klęska. Nie mówiąc już o złodziejach stad, którzy wykorzystują nawałnice. Trzeba było szybko działać. Tata powiedział mi: „Słuchaj, mój mały, jesteś jeszcze młody, ale nie mam nikogo oprócz ciebie. Rób, co chcesz, odszukaj je wszystkie. To będzie ciężkie. Będziesz potrzebował dużo czasu, ale to twoje zadanie. Niech owczarnia będzie zapełniona! Idź więc, mój mały, nie bierz nic ze sobą, żebyś mógł biegać”.
Powiedział mi jeszcze mnóstwo innych rzeczy, ale to pozostanie między nami (musisz wiedzieć, że jestem Jego jedynym synem). No i wyruszyłem w drogę, ot tak, bez niczego. I zacząłem szukać przez wszystkie czasy, we dnie i w nocy. Kiedy już nie mam siły, kiedy chciałbym się zatrzymać, myślę o Nim. Gdybyś wiedział, jakie to święto, ilekroć Mu przyprowadzę parę owiec! Zupełne szaleństwo! Jak na uczcie weselnej!
-Nieźle się poharatałeś!
-Bez ustanku szukałem jednej owcy, jednej jedynej. Miałem rażenie, że ucieka, gdy tylko mnie spostrzeże. Trzeba było się spieszyć. O tej porze roku noc zapada szybko. Tutaj z byle powodu można upaść i skręcić sobie kostkę. Jednak krwawiąc, uczę się leczyć innych.
-Jeśli dobrze zrozumiałem, to zostawiłeś resztę stada tak po prostu, bez pasterza?
-Co chcesz, na tej jednej owcy Ojcu zależy jak na źrenicy oka. Dla Niego liczy się tylko ona. Co za cios, gdybym jej nie odnalazł!
-I jeszcze jej nie odnalazłeś?
-Ona się boi, że ją odszukam.
-A ja, czy mógłbym pomóc ci ją odnaleźć?
-Jeszcze jak! Co więcej, tylko ty możesz mi pomóc. Bez ciebie nigdy jej nie odnajdę.
-Można by spróbować jutro.
-Ojcu się spieszy, wiesz? A poza tym do jutra mogłaby sobie zrobić coś złego.
-Wyglądasz na zmordowanego! Odpocznij tej nocy.
-Moim odpoczynkiem jest mieć ją tu, na ramieniu.
-Czy twoje zwierzęta mają imiona?
-Każdej nadałem imię.
-A ta, której dzisiaj szukasz, jak się nazywa?
                Odniosłem wrażenie, że się waha. Milczenie pogłębiało się. A potem jedno jedyne słowo:
-E–ma–nu–el !
                Elektrowstrząs! Grom z jasnego nieba! Moje własne imię! Skąd je znał? Nikt mi go jeszcze nie powiedział w ten sposób, tak jak się wyjawia sekret. Jakbym słyszał je po raz pierwszy! Jeszcze łagodniej powtórzył:
-E–ma–nu–el !
Tego było za wiele! Coś pękło w jakimś zakamarku serca. W jednej chwili został rozbity mój potężny system samoobrony!
Wyglądał na tak słabego, że ja również poczułem się słaby, zupełnie słaby. Jak mogłem dłużej osłaniać się przed dzieckiem, którego jedyną bronią, aby mnie zwyciężyć, było moje imię! Jak dalej odgrywać moje małe wewnętrzne kino? Jak jeszcze okłamywać samego siebie?
-Wiesz, znam cię już od dawna! Poznałem cię na długo przed tym dniem na rynku w Zawiejach… Na plaży w Sztormie-Świętego-Jana, pewnej nocy, pamiętasz? Słuchałem, jak śpiewałeś „Niewinności, zgubiłem ciebie”. Księżyc znaczył fale srebrną smugą. Siedziałem pod figowcem i myślałem: „To do mnie się zwraca. Ale o tym nie wie”. Od tamtej nocy ciągle nękało mnie twoje spojrzenie. Ilekroć zamykałem oczy, widziałem twoje.
                Tak więc czekał na tę chwilę od lat! Od lat myślał o mnie! Stojąc za ciernistymi zaroślami, wypatrywał mnie dniem i nocą, mówiąc sobie za każdym odgłosem kroków: „To on!” Jak się jeszcze upierać, że niczego i nikogo nie potrzebuję, kiedy on nie mógł się beze mnie obejść?
                Jak dzieciak wybuchnąłem płaczem. Gdzieś puściła jakaś tama: łzy, zbyt długo stłumione, płynęły, płynęły… łzy inne niż zwykle! Od tylu lat na nie czekałem…
                Podniósł się teraz. Nic nie mówiąc, z jakimś niewzruszonym majestatem, pokazał mi swoje ręce. Spostrzegłem na nich rozległe rany. Musiały bardzo krwawić. Na stopach, między rzemieniami sandałów, te same dziwne okaleczenia. Spoza rozdartego poncha widać było rozorane ramię. Pokazywał mi te rany, jakby nie mógł znaleźć nic innego, by mnie uspokoić. Nic innego, by mi powiedzieć, kim jest. Tak jak się pokazuje dowód osobisty.
                Czy to szukając mnie tak się pokaleczył? Czy rany rozszerzały się za każdym razem, kiedy przed nim uciekałem? Na czole zauważyłem ślady uderzenia o flipper. To ja go przewróciłem! A jeżeli go tak zraniłem, to czy sam nie byłem poraniony? W moim sercu, tak jak on w swoim ciele? Wszystkie te pytania oraz wiele innych uderzało o siebie z ogromną prędkością jak kamyki w rwącym potoku.
-Tak, owcą, bez której Ojciec nie może spać spokojnie, jesteś ty!”

To dopiero początek niesamowitego spotkania głównego bohatera i Jezusa… Rozpoczyna się leczenie ran. Czyich ran? Skąd te rany? Kto tu jest lekarzem? Kto najbardziej cierpi? Skąd cierpienie przychodzi? Kto jest jego pierwszą ofiarą? Na wszystkie pytania odpowie …Zraniony Pasterz.
Marta Czech

czwartek, 22 kwietnia 2010

…by nam nic nie zginęło…


Paweł Jasienica w ,,Polsce Jagiellonów” pisał:
Zastanawiając się nad przyczynami rozmaitych zjawisk historycznych, często bywamy skłonni lekceważyć dwa czynniki o wielkim znaczeniu, mianowicie przemijanie czasu oraz skutki zbiorowych przeżyć. Granice i ustrój, materialne warunki bytu mogą trwać niezmiennie, a społeczeństwo przeobrazić się gruntownie dzięki razem przebytym nowym doświadczeniom. Natura człowieka jest ogromnie plastyczna, warunki zewnętrzne żłobią w niej trwałe ślady w postaci nawyków, czułości na jedne podniety, odporności wobec innych. Jeśli w przyrodzie nic nie ginie, to tym bardziej w stosunkach międzyludzkich.

Dodałabym jeszcze – tym bardziej w stosunkach międzynarodowych. Nie pozwólmy, by cokolwiek nam, Polakom, zginęło!
Jeden ze sposobów bycia na straży Prawdy Narodu:


Marta Czech

niedziela, 18 kwietnia 2010

Znaki


          Niesamowite jest to, jak wiele znaków towarzyszy ostatnim wydarzeniom w Polsce… Ewangelia wczorajszej niedzieli, który to dzień przeznaczono na pochówek śp. polskiej pary prezydenckiej, jest tą samą  Ewangelią, którą odczytywano podczas Mszy św. pogrzebowej Jana Pawła II. Może warto poczynić w takim momencie retrospektywę i fenomenologicznie spojrzeć na homilię ówczesnego kard. Ratzingera w ów pamiętny dzień. Osobiście przyznaję, że, podobnie jak pięć lat temu, i teraz słowa dzisiejszego papieża ,,nie rzucają mnie na kolana”. Z drugiej strony, ważniejszą od bycia lotnym literatem i nieskazitelnym retorykiem, jeśli chodzi o następcę św. Piotra, jest raczej postawa obrońcy doktryny Kościoła i Bożego kultu…


Marta Czech

Biblio, ojczyzno moja...


…czyli słowa i Słowa.
Nie znam innych - bardziej trafnych i tak wysoce wysublimowanych - słów, które nadawałyby się jednocześnie na czas trwania narodowej żałoby i, właśnie rozpoczęty w Kościele, tydzień zintensyfikowanego skupienia na Bożym Słowie...
Roman Brandstaetter
Biblio, ojczyzno moja ...
Biblio, ojczyzno moja,
Biblio, moja ziemio polska,
Galilejska
I franciszkańska,
O wy, Księgi mojego dzieciństwa,
Pisane dwujęzyczną mową,
Polską hebrajszczyzną,
Hebrajską polszczyzną,
Dwumową
Świętą
I jedyną.
Gdy ma się ku zachodowi
I z lipy przed moim domem opadają liście,
Siedzę nad Tobą,
Biblio,
I wywołuję z Twoich wersetów
Wszystkich najlepszych,
Którzy są dla mnie niedościgłym wzorem,
Wszystkich najpiękniejszych,
Których podziwiam,
Wszystkich szlachetnych,
Którym nie umiem dorównać,
Biblio,
Mówiąca do mnie głosem napomnienia
I głosem nagany,
I głosem gniewu,
I głosem kary,
I głosem potępienia,
I głosem przestrogi,
I głosem sumienia,
Biblio,
Sprawująca nade mną
Sąd.
Gdy ma się ku zachodowi,
A z lipy przed moim domem opadają liście,
Patrzysz na mnie
Oczami Ojca i Syna, i Ducha Świętego,
Oczami moich praojców,
Oczami mojego dziadka,
Oczami mojej żony,
Oczami moich umiłowanych poetów,
Oczami Jana z Czarnolasu, Skargi i Anhellego.
Wołasz do mnie z głębokości
Psalmem krematoriów,
Płaczem nad ruinami walczącej Warszawy,
Lamentem nad zwłokami spalonego getta,
Pamięcią Oświęcimia,
Treblinki,
Majdanka,
Jeremiaszowym jękiem
Moich w dwójnasób umęczonych
Dziejów.
Wszystko jest w Tobie,
Cokolwiek przeżyłem.
Wszystko jest w Tobie,
Cokolwiek kochałem.
Wszystko.
Cały żywot własny
Człowieka,
Żyjącego w nawiedzonym przez szatana
Wieku.
Zaplątany w jego sprzecznościach,
W szaleństwach
I w kłamstwach,
Jak Absalom w gałęziach wisielczego dębu,
Na Tobie uczyłem się żyć.
Na Tobie uczyłem się czytać,
Na Tobie uczyłem się pisać,
Na Tobie uczyłem się myśleć,
Na Tobie uczyłem się prawdy,
Na Tobie uczyłem się prosić o odpuszczenie grzechów,
Na Tobie uczyłem się kochać,
Na Tobie uczyłem się mądrości,
Na Tobie uczyłem się przebaczenia,
Na Tobie uczyłem się pokory,
Na Tobie uczyłem się modlić.
Jeżeli jednak nie nauczyłem się żyć,
Jeżeli nie nauczyłem się czytać,
Jeżeli nie nauczyłem się pisać,
Jeżeli nie nauczyłem się myśleć,
Jeżeli nie nauczyłem się prawdy,
Jeżeli nie nauczyłem się prosić o odpuszczenie grzechów,
Jeżeli nie nauczyłem się kochać,
Jeżeli nie nauczyłem się mądrości,
Jeżeli nie nauczyłem się przebaczać,
Jeżeli nie nauczyłem się pokory,
Jeżeli nie nauczyłem się modlić,
Moja wina,
Moja wina,
Moja bardzo wielka wina.
Już ma się ku zachodowi,
Z lipy przed moim domem opadają liście.
Ludzie z mojego życia bezpowrotnie odchodzą,
Grobów jest więcej niż żywych przyjaciół,
Nawet spłowiał atrament na matczynych listach,
Pisanych do mnie nocą z dzielnicy pogromu.
A ja siedzę nad Tobą,
Biblio,
I uczę się śmierci.
Może tego jednego w końcu się nauczę.
Marta Czech

piątek, 16 kwietnia 2010

Zwycięzca dla ludu


          Jeśli mowa o Ewangelii na każdy dzień, przez ostatni tydzień sporo było o pewnym dostojniku żydowskim. Samo jego imię jest bardzo wymowne, od gr. nike – zwycięstwo oraz demos – lud, oznacza osobę, która zwycięża dla ludu.
Powtórne narodzenie; wiatr, który nie wiadomo, skąd przychodzi i dokąd podąża; wąż wywyższony na pustyni… - to chyba najbardziej znane treści kojarzone z biblijnymi rozmowami Jezusa i Nikodema (bo o nim rzecz).
Myślę, że warto przypomnieć również mniej znany tekst o Jezusie i nietuzinkowym faryzeuszu, autorstwa Jana Dobraczyńskiego. Poniżej niesamowite, plastycznie i namacalnie wręcz opisujące twarz Jezusa, fragmenty ,,Listu III" z ,,Listów Nikodema". Polecam całość.

          Przed świętami przybył do miasta. Postanowiłem Go zobaczyć. Dowiedziawszy się, że siaduje pod portykiem Salomona z uczniami i słuchaczami, wybrałem się w tamtą stronę. Był tam rzeczywiście, otoczony tłumem. Ciżba pachnie czosnkiem, cebulą i starą oliwą. Sami amhaarece: chłopi, drobni kupcy, rzemieślnicy. Krzyczy to wszystko po prostacku, przeważnie nieczystym językiem używanym w Galilei. Mijałem ich powoli, niby pogrążony w myślach, lecz patrzyłem ciekawie spod nasuniętego na oczy turbanu. I - na czoło Mojżesza!
- teraz ci powiem, kim jest Galilejczyk. To ten wysoki Człowiek, którego z takim zapałem witał Jan, a potem Go chrzcił w Jordanie! Nie mylę się, jestem tego pewien. Ma zresztą twarz, jakiej się nie zapomina. Pisałem Ci wtedy: twarz człowieczą... Próżno szukam nowego określenia. Tamto - wiem - nic nie mówi. Lecz jak ci Go opisać? Wysoki, doskonale zbudowany, o obliczu, które wyraża nieskończoną harmonię... Znowu utknąłem! Ale to prawda, że ta twarz pasuje do Jego postaci, do głosu, do słów... Jest spokojna - jednak nie martwa. Przeciwnie - powiedziałbym, że jest w niej za dużo życia. Tylko że znowu słowa "za dużo" nie odpowiadają rzeczywistości. W tej twarzy niczego nie jest za dużo, niczego za mało. Jest niby wzór twarzy ludzkiej. Twarz taka, jakimi twarze ludzkie powinny być. Ci ohydni rzeźbiarze greccy, których nasprowadzał Antypas, mogliby się cieszyć, gdyby zechciał im służyć na wzór: na pewno zrobiliby według niego posągi do cyrku w Cezarei. Tylko czy który z nich, najbardziej nawet w swym bezwstydzie utalentowany, potrafiłby taką twarz przenieść w kamień? Jest do tego stopnia pełna wyrazu, że nie sposób jej sprowadzić do czegoś prostego, uchwytnego jednym spojrzeniem. Każda inna ma jakiś szczegół, który nad wszystkim góruje. Gdybym chciał na przykład wyobrazić ciebie (wybacz myśl bezbożną!) - pokazałbym myślące czoło nad ściągniętymi uwagą brwiami. Reszta byłaby już nieważna. Ale twarz Galilejczyka jest ważna w każdym rysie. Jego czoło myśli, Jego usta... Jego usta kochają. Inaczej nie potrafię o nich powiedzieć. Wąskie wargi wśród zarostu, czy mówią, czy pozostają bez ruchu, zawsze zdają się wyrażać krzyk miłości. Tak samo oczy. Są czarne niby
studnia bez dna, która swą głębokością przywołuje i kusi. Nie będę się już więcej silił na opisywanie. Z moich słów i tak żadnego wyobrażenia mieć nie będziesz... Mój rylec ślizga się bezradnie po tabliczce. Mógłbym ci dawać tysiące Jego opisów, gdy chcę je jednak wszystkie związać w jeden obraz - nic z tego nie wychodzi. (…)
Widziałem Go teraz z boku. Na tle oświetlonej ściany rysował się wyraźnie Jego profil: ostry, twardy, nieomal kanciasty, a jednocześnie dziwnie miękki i w swych liniach łagodny. Długi, wygięty w łuk nos o wyraźnych nozdrzach, wąskie, delikatne usta, stanowczy podbródek... A obok tego oczy mieniące się wszystkimi tonami łagodności i współczucia. Znowu ta niepokojąca sprzeczność. Można by powiedzieć o Nim, że jest człowiekiem pięknym. Lecz Jego uroda nie ma w sobie nic ze zniewieściałości. Gdy oczy zdają się tylko czarować - usta, można by sądzić, nakazują wszystko. Mówią o sile i nieustępliwej woli. Może to pragnienie władzy? Chyba nie... Namiętności są jak gorączka: płoną, ale pod żarem czai się słabość. Ambicja potrafi być długotrwała. Ale i ona, w miarę jak się zbliża do celu, pozbawia spokoju i równowagi. Ten człowiek może natomiast pragnąć czegoś do szaleństwa, a przecież nie sięgnie po przedmiot swoich pragnień rozgorączkowaną ręką. Najbardziej niezwalczona pokusa nie uczyni Go tyranem. Zatrzymałem się w progu, mrugając oczami. Ogarnęło mnie onieśmielenie. Nie dziw się temu. To może jest zwykły amhaarec - ale umie patrzeć jak władca. Podniósł na mnie wzrok. Spokojny zresztą, niegroźny; raczej łagodny i dziwnie przenikliwy. Kiedy na mnie patrzy, mam uczucie, że wszystko we mnie widzi, wszystko wie i żadne słowa nie są Mu potrzebne. Judasz zniknął, byliśmy tylko dwaj w pustej izbie. Nagle uśmiechnął się. Ten uśmiech jest jak blask słońca, który od razu rozpogadza niebo i usuwa z nas zniechęcenie. Odpowiedziałem Mu uśmiechem. Postąpiłem krok, chciałem być uprzejmy. Powiedziałem: - Witaj, dobry Rabbi...

Marta Czech

środa, 14 kwietnia 2010

Instrukcja obsługi cierpienia


          Dzisiejsi Mickiewiczowie interpretują smoleńską katastrofę w świetle romantycznego mesjanizmu. Nieco bardziej powściągliwi Słowaccy za Kordianem wykrzykują z polskiego Mont Blanc: Polska Winkelriedem Narodów!
Dalece bardziej stosownym iktusem jednak, od roztrząsania mesjanistyczno-winkelriedowskiego sporu, wydaje się być niekwestionowany fakt męczeństwa Narodu Polskiego oraz szczegółowe zalecenia przyjmowania tego jakże gorzkiego trunku.
Oto, co podają w tej kwestii Herbertowie:

Wszystkie próby oddalenia
tak zwanego kielicha goryczy -
przez refleksję
opętańczą akcję na rzecz bezdomnych kotów
głęboki oddech
religię -
zawiodły

należy zgodzić się
pochylić łagodnie głowę
nie załamywać rąk
posługiwać się cierpieniem w miarę łagodnie
jak protezą
bez fałszywego wstydu
ale także bez pychy

nie wywijać kikutem
nad głowami innych
nie stukać białą laską
w okna sytych

pić wyciąg gorzkich ziół
ale nie do dna
zostawić przezornie
parę łyków na przyszłość

przyjąć
ale równocześnie
wyodrębnić w sobie
i jeśli to jest możliwe
stworzyć z materii cierpienia
rzecz albo osobę

grać
z nim
oczywiście
grać

bawić się z nim
bardzo ostrożnie
jak z chorym dzieckiem
(…)
(Zbigniew Herbert, Pan Cogito rozmyśla o cierpieniu)

Asnykowie dodają:
Lecz się nie strójmy w płaszcz męczeństwa krwawy
I nie brząkajmy w łańcuch niewolniczy.

A więc, drodzy Polacy, nie wywijajmy kikutem nad głowami innych, nie stukajmy białą laską w okna sytych, nie strójmy się  sami w krwawe płaszcze męczeństwa, nie brząkajmy w łańcuchy niewoli… To jakoby ,,przedśpiew” do tego, czego uczy nas niedzisiejszy Staff:
(…) I pochwalam tajń życia w pieśni i w milczeniu,
Pogodny mądrym smutkiem i wprawny w cierpieniu.

Życząc wprawy w cierpieniu,
Marta Czech.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Wawel dla luteranina. Ale żeby od razu dla katolika?!?


…czyli o polskiej schizofrenii.
Bp Pieronek przestrzega skwapliwie zasad pseudodemokracji i poleciłby najchętniej zorganizować narodowe referendum w sprawie prezydenckiego pochówku,  prof. Chwalba z UJ (historyk) udałby się w tej sprawie po radę do samego Watykanu, zaś prof. Romanowski… - tu może zacytuję ,,Gazetę Aborczą”…

Prof. Andrzej Romanowski: Kategorycznie nie Wawel
Opłakuję śmierć prezydenta mojego państwa, ale jestem kategorycznie przeciwny idei pochowania Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką na Wawelu.
To nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości z pięciu przyczyn. Po pierwsze, na Wawelu nie leży żaden z polskich prezydentów, ani Mościcki ani Narutowicz. To nekropolia królewska. Po drugie, trzeba otwarcie zadać pytanie, czy Lech Kaczyński jest takim samym bohaterem narodowym jak Piłsudski? Nie jestem pewien, czy większość społeczeństwa podziela to zdanie. Po trzecie, gdy w latach 90 tych symbolicznie chowano w Polsce najbardziej tragicznego naszego władcę Stanisława Augusta - nikomu poza garstką ludzi - nie przyszło na myśl, by chować go na Wawelu. Choć to nekropolia królów. Po czwarte, zawsze słyszeliśmy od władz kościelnych, że na Wawelu nie ma już miejsca. Po piąte, nasi bohaterowie narodowi Piłsudski czy Sikorski nie zostali pochowani wraz z żonami.
Wydaje mi się, że właściwszym miejscem pochówku Lecha Kaczyńskiego byłaby katedra św. Jana w Warszawie.

W jednym z panem Romanowskim się zgodzę: Lech Kaczyński na pewno nie jest takim samym bohaterem narodowym jak Piłsudski. Wierny, zdeklarowany katolik, ,,niemason", darzący należytym szacunkiem kwestie wiary i Kościoła, przejawiający zainteresowanie sprawami religii, bez nieślubnych dzieci, mąż jednej żony… Oczywistym dla tych, co jakiekolwiek pojęcie o sakramentach mają jest, że i ze ślubną swą żoną na Wawelu śp. prezydent spocznie (pięć kobiet marszałka P. to zdecydowanie, przynajmniej o cztery, za dużo).Wyżej przywołane atrybuty patriotyzmu mają się tak do osoby marszałka Józefa jak pingwiny do Puszczy Białowieskiej. Trzeba sporo ,,żubrów”, by je tam zobaczyć. Ale, jak widać, dla chcącego – nic trudnego. Pijaństwo polskich umysłów nie zna granic…
Skoro pożądanym ideałem żaden z wawelskich monarchów nie był, to i zmarły prezydent kryształowej duszy mieć nie musi, a prześwietla się jego czyny, jakby miał być co najmniej beatyfikowany. Może warto co niektórym przypomnieć, że wawelskie krypty to nie ołtarz. 


Poniżej frapujące szczegóły historycznej egzegezy z bibliografii ks. Józefa Warszawskiego.

Luteranin Piłsudski
Józef Piłsudski wyrzekł się wiary katolickiej i został członkiem kościoła ewangelicko-augsburskiego 24 maja 1899 roku, był już wtedy dojrzałym mężczyzną, mającym 31 lat. Wyrzeczenie się katolicyzmu poprzedzone zostało długim okresem przygotowania katechetycznego. 

Po wyrzeczeniu się katolicyzmu Piłsudski 15 lipca 1899 pojął za żonę rozwódkę Marie Juszkiewicz z domu Koplewską. Ślub został zawarty w kościele ewangelicko-augsburskim.
W 1917 roku kochanką Piłsudskiego została jego towarzyszka partyjna Aleksandra Szczerbińska. Z kochanką Pilsudski miał dwie nieślubne córki. Dzięki śmierci żony (17 sierpnia 1921) Pilsudski zawarł 25 października 1921 ślub w kościele katolickim (Aleksandra należała do kościoła katolickiego).
Według kapelana 1 brygady legionów księdza Ciepichałły Piłsudski miał w tajemnicy powrócić do kościoła katolickiego. Akt ten nawet gdyby miał miejsce, nie byłby ważny, kościół wymaga publicznego wyznania wiary katolickiej i publicznego odrzucenia dotychczasowej herezji. Po rzekomym nawróceniu się Piłsudskiego nie ma też żadnego materialnego dowodu, nie wiedziały też o tym akcie władze kościelne. Wiarygodność relacji księdza Ciepichałły zmniejsza też to, że porzucił on stan duchowny i żył w konkubinacie.
Piłsudski traktował kwestie wiary z lekceważeniem, nie przejawiał zainteresowania religią. Nie był przywiązany do dogmatów. Pomimo że był luteraninem, żywił sentyment do Matki Boskiej Ostrobramskiej. W czasie I wś w rozmowie z Hallerem deklarował swoją bezwyznaniowość i ateizm. Nie było w tym nic dziwnego - Piłsudski był przedstawicielem subkultury socjalistów deklarujących swoją pogardę dla religii i kościoła (na łamach wydawanego przez siebie pisma „Robotnik” uznawał za brata w idei Augusta Babela, August Babel głosił ze popiera socjalizm czyli demokrację w polityce, komunizm w gospodarce i ateizm wobec religii). Partia Piłsudskiego PPS była organizacją ateistyczną, antyklerykalną i zwalczającą kościół katolicki.
W 1926 Piłsudski obalił demokratyczne władze Polski podczas zamachu majowego. Plany zamachu były doskonale znane komunistom, międzynarodowej finansjerze i Niemcom. Zamach majowy współorganizowała masoneria. Dzięki zamachowi Piłsudskiego władze w II RP przejęli masoni. Dzięki temu sanacja cieszyła się poparciem masonerii. Piłsudski był już masonem przed I wś, kiedy to wspierał rozwój masonerii w organizacji Strzeleckiej. Wyrazem masońskich porządków po przewrocie majowym był dekret prezydenta Mościckiego, który usunął z orła (będącego godłem Polski) krzyż i uzupełnił go masońskimi gwiazdami. Prawdopodobnie zamach współfinansowała Wielka Brytania. Po zamachu na rozkaz Piłsudskiego torturowano jego przeciwników politycznych w Berezie Kartuskiej.
Piłsudski wierzył, że jego duchem opiekuńczym jest Napoleon (Napoleon wspierał masonerię, a masoneria Napoleona darzyła kultem). W Belwederze Piłsudskiego prześladowały złośliwe duchy. Przerażony widziadłami, Piłsudski wielokrotnie do duchów strzelał (zdarzyło mu się nieszczęśliwie zastrzelić służącego w Belwederze żandarma Koryzyma).
Józef Pilsudski nie nawrócił się też na łożu śmierci. Wezwany ksiądz Korniłowicz ostatniego namaszczenia udzielił najprawdopodobniej już zwłokom Piłsudskiego. Współpracownicy Piłsudskiego (wszyscy masoni) wezwali za późno księdza, by uniemożliwić spowiadającemu się marszałkowi zdradę tajemnic sanacji. Arcybiskup Sapieha był przeciwny pochówkowi Piłsudskiego na Wawelu.
Wieniawa Długoszowski po śmierci Piłsudskiego nakazał luterańskiemu pastorowi, by nie robił trudności w zorganizowaniu katolickiego pogrzebu marszałka. Symboliczna jest też zbieżność dat, 12 maja 1899 Piłsudski wyrzekł się katolicyzmu, 12 maja 1935 zmarł. W dniu śmierci Piłsudskiego siostra Faustyna Kowalska miała widzenie, że dusza możnego człowieka, który właśnie umierał, trafi na jakiś czas do piekła, gdzie będzie cierpieć męki piekielne.
Na emigracji po II wś w Wielkiej Brytani funkcjonowała pani Waleria Sikorzyna, która miała widzenia Piłsudskiego. Pani Waleria uzdrawiała, głosiła ideę pustego piekła i prawdziwość objawień w Garabandal.
Jan Bodakowski
inne teksty autora...
1. część cyklu z okazji rocznicy odzyskania niepodległości
Bibliografia: Ks Józef Warszawski „Piłsudski a religia” ad astra 1999


Dodam i kolejny ,,hit” słynnego Ziuka:
,,[...] zapluty karzeł na krzywych nóżkach, wypluwający swą brudną duszę, opluwający mnie zewsząd [...], śledzący moje kroki, robiący małpie grymasy, przekształcający każdą myśl odwrotnie; ten potworny karzeł pełzał za mną jak nieodłączny duch [...], krzyczący frazesy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś niesłychane historie; ten karzeł był moim nieodstępnym druhem, nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski."
Piłsudski o polskiej prawicy

A na koniec, w drodze uśmierzenia stanu zapalnego ,,uczuć historycznych”, przepisuję ten oto kataplazm:

Wieczorem przed śmiercią Lech Kaczyński podpisał list solidarności z Benedyktem XVI

Prezydent Lech Kaczyński podpisał w piątek 9 kwietnia, około godz. 23 list solidarności z papieżem Benedyktem XVI, znajdujący się na internetowej stronie Katolickiej Agencji Informacyjnej (www.ekai.pl). Złożenie podpisu pod listem do Ojca Świętego było jednym z ostatnich aktów publicznej działalności Prezydenta, zanim udał się na uroczystości obchodów 70–lecia zbrodni katyńskiej.

W liście podpisanym do tej pory ponad 5 tys. internautów, polscy katolicy sprzeciwiają się medialnym atakom na Ojca Świętego, które ze szczególną intensywnością miały miejsce w ostatnich tygodniach. Przekazują Benedyktowi XVI wyrazy swej solidarności i modlitewnej łączności.

Podpis prezydenta Lecha Kaczyńskiego widniał wczoraj pod numerem 2650 pod adresem: http://ekai.pl/badz_solidarny/x27663/list-do-ojca-swietego-podpisz-sie/

Z kolei jedną z ostatnich aktywności Małżonki Prezydenta RP Marii Kaczyńskiej była czwartkowa wizyta w siedzibie Caritas Polska w Warszawie i jej udział w konferencji prasowej przed uruchomieniem Radia IN - internetowej rozgłośni pod patronatem Caritas, tworzonej przez osoby niepełnosprawne.

Źródło:  
http://www.piotrskarga.pl/ps,5092,2,0,1,I,informacje.html


Z nieskrywaną zachętą do podpisania w/w listu,
Marta Czech.