poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Św. Brygida i klasztor w Vadstenie


Bo tam, w Vadstenie...
          Objawienie należące do Urbana Papieża, które miała Oblubienica Chrystusowa w Rzymie, na potwierdzenie Reguły Salwatora, i na Indulgencje Św. Piotra w okowach od Chrystusa, które były pozwolone Klasztorowi Najświętszej Panny w Watzstenie [Vadstena].
Księga IV, Rozdział 137
Syn Boży mówi do Oblubienicy: „Kto ma kłębek nici, w którym jest złoto przednie, nie przestaje zwijać nici, ażby znalazł złoto: które znalazłszy, zażywa go dzierżawca dla honoru, i pożytku swego. Tak ten Papież Urban jest złotem przednim, do dobrych rzeczy, ale zabawami świetckiemi ściśniony jest. Przeto idź, a powiedz mu ode mnie: 'Czas twój krótki jest, wstań, a z pilnością przypatruj się, jako dusze, tobie powierzone mają być zbawione. Ja dałem tobie regułę zakonną, która ma być fundowana, i począć się ma na miejscu w Watzstenie [Vadstena] w Szwecjej, która z Ust moich wyszła. Teraz zaś chcę, żeby nie tylko zwierzchnością twoją była potwierdzona, ale 
i błogosławieństwem twoim (który namiestnikiem moim jesteś na ziemi) niechaj będzie umocniona, ja sam postanowiłem ją, 
i obdarowałem posagiem duchownym; to jest pozwoliwszy odpusty, które są w Kościele Świętego Piotra, w okowach w Rzymie. Ty tedy potwierdź to przed ludźmi, co przed wojskiem moim Niebieskim jest postanowiono. Jeśli zaś chcesz znaku, że ja to mówię, jużem ci to pokazał; bo kiedyś naprzód słuchał słów moich, dusza twoja na przyjście posła mego duchownego ucieszyła się. A jeśli jeszcze będziesz chciał znaku, będziesz go miał, ale nie jako Jonasz Prorok.'
Ty zaś Oblubienico moja, której przerzeczoną łaskę uczyniłem, jeśli nie będziesz mogła mieć listów, i łaski Papieskiej, i pieczęci na pozwolenie przerzeczonego Odpustu, tylko za pieniądze, dosyć ci na łasce mojej. Ja albowiem potwierdzę, i umocnię słowo moje, a wszyscy Święci będą mi świadkami. Matka moja będzie tobie pieczęcią, Ojciec mój potwierdziciel, a Duch mój tych, którzy przyjdą do Klasztoru twego, pocieszycielem będzie.”
Księga VII, Rozdział 31
(…) Przekazawszy te i inne rzeczy tutaj nie zapisane, oblubienica Chrystusa przypomniała sobie słowa dotyczące osób z nią mieszkających, które, jak mówiła, widziała przed Bogiem, przed swoją śmiercią: „Za pięć dni, rano, po komunii, wezwij pojedynczo osoby, które mieszkają z tobą i są obecne, które teraz ci wymieniłem, i powiedz im, co mają uczynić. I tak z ich słowami i na ich rękach przybędziesz do twego klasztoru, to znaczy do mojej radości i twoje ciało zostanie złożone w Vadstenie”. (…)
(Proroctwa i Objawienia Świętej Brygidy Szwedzkiej)
Kościół klasztorny w Vadstenie
Oznaczenie szlaku pielgrzymkowego do Vadsteny
          Wszystkie swoje objawienia, pod kątem ich prawowierności, Brygida konsultowała ze swymi duchowymi zwierzchnikami, samą siebie nazywając ,,tubą Bożą”, marnym medium przekazującym jedynie błogosławioną treść. Trzej duchowni, którzy towarzyszyli świętej jako spowiednicy i sekretarze pomagający przelewać na pergamin sens cudownych objawień - to Piotr z Alvastrii, Piotr ze Skeninge (który potem dołączył do cystersów w Alwastrii) oraz mistrz Maciej, kanonik. Wbrew powszechnym opiniom sama Brygida w piśmie łaciny nie opanowała i, choć wprawna w mowie, wszystkie swoje wizje spisywała w języku staroszwedzkim, co jej towarzysze z kolei przełożyli na - niestety dość ,,kulawą” - łacinę. Kontakty z kardynałem z rodziny Orsinich oraz biskupem z augustiańskiego zakonu w Hiszpanii pomogły jednak św. Brygidzie poprawić tłumaczenia jej towarzyszy na łacinę erudycyjną, redagując w ten sposób ostateczną wersję objawień brygidiańskich.

Założenie klasztoru nakazał św. Brygidzie sam Chrystus, który w wizjach ze szczegółami wypowiedział się nt. jego symboliki:
- budowla ma być prosta, ascetyczna – na wzór cysterskiej Alwastry (http://www.raa.se/cms/extern/en/places_to_visit/our_historical_sites/alvastra_monestary.html);
- kościół ma nie być orientowany – prezbiterium skierowane na zachód, w stronę jeziora;
- ma to być świątynia halowa, 3-nawowa, 5-przęsłowa;
- ściany surowe, z szarego kamienia;
- brak wieży – jedynie sygnaturka;
- portale antyromańskie – 2 bliźniacze prowadzące do naw bocznych (brak bezpośredniego wejścia do nawy głównej);
- chór dla kapłanów;
- sklepienie ma być jedynie nad chórem;
- 5 nisz z ławkami w ścianie północnej (parlatorium – miejsce komunikowania się mniszek, a zarazem jedyny sposób kontaktu, z mężczyznami obsługującymi);
- 13 ołtarzy antwerpskich dla 13 kapłanów, co odzwierciedlać miało 13 Apostołów (wraz ze św. Pawłem);
- brak ozdób rzeźbionych, malowidła jedynie przedstawiające pasję i świętych, by nie odciągać niepotrzebnie uwagi od tego, co najważniejsze (za św. Bernardem z Clairvaux).

Klasztor przewidziany był na maksymalnie 60 zakonnic, którym miało towarzyszyć 25 mężczyzn obsługujących.
Poza tym, warto dodać, iż święta, wznosząc klasztor w Vadstenie, inspirowała się w dużej mierze klasztorami/kościołami włoskimi, które wcześniej zdążyła odwiedzić, a wiedzieć trzeba, iż najczęściej wybierała te, które bezpośrednio związane były z Apostołami i Tradycją Apostolską. Wiadomo również, iż niespecjalnie przemówił do niej Asyż oraz franciszkanie. Dystansem objęła również niegościnnych w stosunku do swej osoby benedyktynów.
Z końcem XVI w. Vadstena została zlikwidowana jako klasztor. Obecnie pełni rolę muzeum, w którym gospodyniami pozostały siostry brygidki.

…swoją drogą ciekawe, jak do pojęcia katolickiego patriarchatu ma się idea założenia męsko-żeńskiego klasztoru (oczywiście z wyraźnym oddzieleniem klauzur), w którym mężczyźni mają nie tylko posługiwać płci żeńskiej, ale i przełożoną całości zawsze miała być kobieta…

(Na podst. wykładu dr. hab. Romualda Kaczmarka.)

Marta Czech

Czy wolisz być świniopasem, Polsko?


          Polsko, jak długo jeszcze każesz czekać? Wróć z dalekich bezdroży! Czy wolisz być świniopasem u obcych, którzy lepiej traktują świnie, niż Ciebie? Polsko, nie zwlekaj! Czas nagli! Czas Prawdy, czas Króla, czas intronizacji nadchodzi. NIECH SIĘ TAK STANIE! (fragment kazania ks. Małkowskiego)

Nie bez kozery esbecja umieściła ks. Stanisława Małkowskiego przed ks. Popiełuszką na liście duchowieństwa do eksterminacji. Polecam wczorajsze kazanie tego niezłomnego kapłana (Niedziela Palmowa, Jasna Góra 2011): http://www15.speedyshare.com/files/28027433/download/Kazanie%20Ksi%C4%99dza%20Ma%C5%82kowskiegona%20Jasnej%20Gorze%20w%20Niedziel%C4%99%20Palmow%C4.mp3.
ks. Stanisław Małkowski
Marta Czech

sobota, 16 kwietnia 2011

Palmowa teologia ze Śląska


          Przepis błyskawiczny na tradycyjną – z dziada pradziada – palmę dolnośląską. Bez burzy jaskrawych kolorów, wyplatania, wycinania…, bez traw, kwiatów, wstążek i (co by tu nie mówić) tandetnej bibuły… - rzec by można: lekcja ludowej, szykownej skromności.
Wcale nie przypadkowo tak już to w Polsce się zakorzeniło, że południowy jej zachód, w odróżnieniu od północnego wschodu z Kurpiami na czele, symbolikę palmy odnosi stricte do męki Chrystusa, radosne, barwne akcenty pozostawiając na czas Zmartwychwstania. …symbolika zaś owa odnosi się do wielu płaszczyzn, bo i do arytmetycznej, florystycznej, arboralnej, chromatycznej oraz przedmiotów martwych.

Symbolika arytmetyczna
W skład palmy winna wchodzić ściśle określona liczba  gatunków roślin:
Co najmniej pięć – jak pięć ran Chrystusa na krzyżu albo siedem - niczym siedem mieczów boleści przeszywających serce Maryi trwającej pod krzyżem.

Symbolika florystyczna i arboralna
Zalecane rośliny:
- krzew kolczasty (np. głóg) – nawiązujący do korony cierniowej Jezusa.
Ponadto głóg to symbol stałości, od najdawniejszych czasów wykorzystywany w literaturze jako metafora miłości potężniejszej niż grób i śmierć (choćby w historii o Tristanie i Izoldzie możemy przeczytać o głogu wyrastającym z grobu Tristana, którego gałęzie zanurzają się w mogiłę ukochanej na znak ich wiecznie żywej miłości).
Głóg (Crataegus L.)
- drzewo o czerwonych liściach, tudzież innych czerwonych akcentach (np. wierzba czerwona) – symbolizujące Krew Chrystusa.
Sama zaś wierzba oznacza tęsknotę, smutek, zmartwienie, żałobę, łzy, ale i łaskę Bożą. Uważana jest za drzewo   nagrobne, ale także symbol polskości: ,,Gdzie polem powiewa wierzbina, wiem, że się Polska kończy lub zaczyna.” (Kazimierz Laskowski).  
Wierzba czerwona (Salix purpurea)
- kokoczka (kłokoczka) – krzew mający charakteryzować koguta, który swoim pianiem przypominał św. Piotrowi, że zaparł się Jezusa.
Kłokoczka południowa (Staphylea pinnata L.)
- miesiącznica – tzw. judaszowe srebrniki, odnoszące się do zdrady Judasza (zasuszane jeszcze przed zimą).
Miesiącznica roczna (Lunaria annua) - tzw. judaszowe srebrniki
- bukszpan (gryszpan) – krzew, któremu symbolicznie przypisywane są nadzieja, zbawienie i nieśmiertelność.
Bukszpan (Buxus L.)

Symbolika chromatyczna
W palmie dominuje kolor nadziei – zielony, przeplatany czerwienią zapowiadającą mękę Chrystusową.

Symbolika przedmiotów martwych
Palma/bukiet powinna być związana rzemykiem (najlepiej tzw. hajką, pochodzącą z końskiego bicza), co miało w tradycji podkreślać, że w Wielkim Tygodniu, przez wzgląd na ogromny szacunek dla męczarni Jezusa, nigdy nie używało się bata, by nie wywoływać skojarzeń z biczowaniem naszego Pana.

Długość palmy to ok. 40-50 cm.

Marta Czech

piątek, 15 kwietnia 2011

Droga Krzyżowa na kanwie Spe salvi


          Było już o Miłości…, jest i o nadziei. Poniżej rozważania, których głównym komponentem są wybrane przeze mnie fragmenty encykliki Benedykta XVI, Spe salvi - W nadziei już jesteśmy zbawieni (2007) z czasów zaraz po powstaniu encykliki, kiedy to jeszcze w niektórych duszpasterstwach akademickich podobne dokumenty słusznie być zwykły lekturą obowiązkową.

Wstęp
Pierwszym istotnym miejscem uczenia się nadziei jest modlitwa. Jeśli nikt mnie już więcej nie słucha, Bóg mnie jeszcze słucha. Jeśli już nie mogę z nikim rozmawiać, nikogo wzywać, zawsze mogę mówić do Boga. Jeśli nie ma już nikogo, kto mógłby mi pomóc – tam, gdzie chodzi o potrzebę albo oczekiwanie, które przerastają ludzkie możliwości trwania w nadziei – On może mi pomóc.

Stacja I – sąd nad Jezusem
Teraz [sędzia] ma przed sobą być może duszę króla [...] czy panującego, i nie widzi w niej nic zdrowego. Widzi ją wychłostaną, pełną blizn pochodzących z ludzkich krzywd i niesprawiedliwości […].
Nie jest jednak przekonany do tego, czego nie widzi. Nie jest w stanie ujrzeć w wychłostanym i zakrwawionym człowieku prawdziwego Króla. Sędzia nie akceptuje Jezusa, ani samego siebie, bo nie ma żadnego celu, nie ma w nim wiary. Nie potrafi znieść otaczającej go teraźniejszości. Czy ja potrafię znosić teraźniejszość, nawet uciążliwą? Można ją przeżywać i akceptować tylko jeśli ma jakiś cel i jeśli tego celu możemy być pewni, jeśli jest to cel tak wielki, że usprawiedliwia trud drogi.

Stacja II – Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
Tylko wtedy, gdy przyszłość jest pewna jako rzeczywistość pozytywna, można żyć w teraźniejszości.
Jezu, Ty wziąłeś krzyż na Swoje ramiona, ponieważ nie wątpiłeś w pozytywną rzeczywistość, wieczną rzeczywistość. Twój krzyż nie tylko «informuje», ale również «sprawia». Oznacza to: Twoja droga nie jest jedynie przekazem treści, które mogą być poznane, ale jest przesłaniem, które tworzy fakty i zmienia życie. Mroczne wrota czasu, przyszłości, zostały otwarte na oścież. Kto ma nadzieję, żyje inaczej; zostało mu dane nowe życie, …bo Ty jesteś nie tylko drogą, ale i życiem.

Stacja III – I upadek Pana Jezusa
Potrzebujemy małych i większych nadziei, które dzień po dniu podtrzymują nas w drodze. Jednak bez wielkiej nadziei, która musi przewyższać pozostałe, są one niewystarczające. Tą wielką nadzieją może być jedynie Bóg, który ogarnia wszechświat, i który może nam zaproponować i dać to, czego sami nie możemy osiągnąć.
Upadając, Jezu, i Ty po ludzku miałeś małe i większe nadzieje: małą, że za chwilę powstaniesz i tę większą, która Ciebie podniosła – nadzieję na zbawienie ludzkości.

Stacja IV – Jezus spotyka swoją Matkę
Maryjo, poznałaś narastającą siłę wrogości i odrzucenia, która stopniowo narastała wokół Jezusa, aż do godziny krzyża, gdy musiałaś patrzeć na Zbawiciela świata, potomka Dawida, Syna Bożego umierającego jako «przegrany», wyszydzony, pomiędzy łotrami. (…) Miecz boleści przeniknął Twoje serce. Czy umarła nadzieja? Czy świat ostatecznie pozostał bez światła, życie bez celu? W tamtej godzinie prawdopodobnie na nowo usłyszałaś w swoim wnętrzu słowa anioła, w których odpowiadał na Twój lęk w chwili zwiastowania: «Nie bój się, Maryjo!» (Łk 1, 30). (…) W godzinie Nazaretu anioł powiedział Ci też: «Jego panowaniu nie będzie końca» (Łk 1, 33). Czy może skończyło się, zanim się zaczęło? Nie, pod krzyżem, na mocy samego słowa Jezusa, Ty stałaś się Matką wierzących. (…) Święta Maryjo, Matko Boga, Matko nasza, naucz nas wierzyć, żywić nadzieję, kochać wraz z Tobą.

Stacja V – Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi
Wiara nie jest tylko skłanianiem się osoby ku rzeczom, jakie mają nadejść, ale wciąż są całkowicie nieobecne. Ona coś nam daje. Już teraz daje nam coś z samej oczekiwanej rzeczywistości, a obecna rzeczywistość stanowi dla nas «dowód» rzeczy, których jeszcze nie widzimy. Włącza przyszłość w obecny czas do tego stopnia, że nie jest ona już czystym «jeszcze nie». Fakt, że ta przyszłość istnieje, zmienia teraźniejszość; teraźniejszość styka się z przyszłą rzeczywistością, i tak rzeczy przyszłe wpływają na obecne i obecne na przyszłe.
Zejściem teraźniejszości z przyszłą rzeczywistością - tego, co już jest z tym, co jeszcze nie - okazało się spotkanie Szymona z Jezusem. …i już wtedy dało ono Cyrenejczykowi coś z samej oczekiwanej rzeczywistości.

Stacja VI – św. Weronika ociera twarz Jezusowi
Z nadziei (…) osób, dotkniętych przez Chrystusa, zrodziła się nadzieja dla innych, którzy żyli w ciemnościach i bez nadziei. Tu okazało się, że to nowe życie prawdziwie ma «substancję» i że jest to «substancja», która budzi życie u innych. Dla nas, którzy patrzymy na (…) postaci takie jak Weronika, ich sposób działania i życia jest faktycznie «dowodem», że rzeczy przyszłe, obietnica Chrystusa to nie tylko oczekiwana rzeczywistość, ale prawdziwa obecność: On prawdziwie jest «nauczycielem» i «pasterzem», który wskazuje nam, czym jest i gdzie jest życie.
Czy pragnę dotknąć Chrystusa, drugiego człowieka, tak, by zrodziła się we mnie siła i nadzieja taka jak u Weroniki?

Stacja VII – II upadek Pana Jezusa
Wytrwałość - umiejętność oczekiwania połączonego z cierpliwym znoszeniem prób jest dla wierzącego niezbędna, aby mógł «dostąpić spełnienia obietnicy». W religijności starożytnego judaizmu słowo to było stosowane umyślnie dla opisania charakterystycznego dla Izraela oczekiwania Boga: trwania w wierności Bogu, na fundamencie pewności Przymierza, w świecie, który sprzeciwia się Bogu. Tak więc słowo to oznacza nadzieję, którą się żyje, życie oparte na pewności nadziei.
Czy w moich upadkach towarzyszy mi Jezusowa wytrwałość? Czy rzeczywiście czekam na spełnienie Jego obietnicy, opierając swe życie na pewności Bożej nadziei?

Stacja VIII – Jezus pociesza płaczące niewiasty
Ludzie, którzy zgodnie ze swoim statusem społecznym dzielą się na panów i niewolników, jako członkowie jednego Kościoła stają się dla siebie braćmi i siostrami – tak wzajemnie nazywali siebie chrześcijanie. Jezus, pochylając się nad niewiastami, zapewne pochylał się i nad paniami i nad niewolnicami. Ale nad każdą tak samo czule, z taką samą miłością. Dzięki temu stały się wspólnotą kobiet, które razem mają zastanowić się nad własnym życiem. Ta wizja «szczęśliwego życia» ukierunkowanego na wspólnotę ma na celu coś spoza obecnego świata, ale właśnie dlatego wnosi też wkład w budowanie świata (…) tu i teraz.
Jaki jest mój wkład w budowlę wspólnoty, którą pragnę współtworzyć?

Stacja IX – III upadek Pana Jezusa
Ci, którzy współcierpieli z Jezusem, z radością przyjęli rabunek ich mienia, wiedząc, że z Nim, Jezusem, posiadają rzeczy lepsze i trwałe - (…) dobra, które w ziemskim życiu stanowią utrzymanie, czyli bazę - «substancję» - dla życia, na którą można liczyć. Ta «substancja», normalne zabezpieczenie życia, została odebrana chrześcijanom podczas prześladowania. Znieśli to, ponieważ uważali tę materialną «substancję» za mało znaczącą. Mogli ją porzucić, gdyż znaleźli lepszą «podstawę» istnienia - bazę, która pozostaje i której nikt i nic, żaden upadek, nie może odebrać.
Czy i ja wierzę, że tylko z Jezusem jestem najbogatszy?

Stacja X – Jezus z szat obnażony
Jezus mówi nam kim w rzeczywistości jest człowiek i co powinien czynić, aby prawdziwie być człowiekiem. Wskazuje nam drogę, a tą drogą jest prawda. On sam jest jedną i drugą, a zatem jest także życiem, którego wszyscy poszukujemy. Jezus mówi nam, że w tym życiu nie możemy zapominać o tym kim jesteśmy, o swoim człowieczeństwie. Pozwalając się obnażyć, Sam ukazuje pełnię Swojego człowieczeństwa. Ten, który na drodze całkowitej samotności, na której nikt nie może mi towarzyszyć, idzie za mną i prowadzi mnie, abym ją pokonał, pokonał jak człowiek. Jest ze mną przede wszystkim w tych najbardziej wstydliwych i hańbiących moją osobę momentach – gdy inni próbują obedrzeć mnie z godności.

Stacja XI – przybicie Pana Jezusa do krzyża
Człowiek nie może akceptować cierpienia drugiego, jeśli on sam nie potrafi odnaleźć w cierpieniu sensu, drogi oczyszczenia i dojrzewania, drogi nadziei. Zaakceptować drugiego, który cierpi, oznacza bowiem przyjąć na siebie w jakiś sposób jego cierpienie, tak że staje się ono również moim. Właśnie dlatego jednak, że staje się ono teraz cierpieniem podzielanym, że jest w nim obecny ktoś inny, oznacza to, że światło miłości przenika moje cierpienie. Łacińskie słowo consolatio, pocieszenie, wyraża to w piękny sposób, sugerując «bycie razem» w samotności, która już nie jest samotnością. Ale także zdolność akceptacji cierpienia z miłości do dobra, prawdy i sprawiedliwości stanowi o mierze człowieczeństwa (…). (…) również «tak» wypowiedziane miłości jest źródłem cierpienia, bo miłość wciąż na nowo wymaga samowyrzeczenia, w którym pozwalam się przycinać i ranić.

Stacja XII – śmierć Pana Jezusa
Z jednej strony nie chcemy umierać; zwłaszcza ci, którzy nas kochają nie chcą naszej śmierci. Z drugiej jednak, nie pragniemy też istnieć w nieskończoność, a także ziemia nie została stworzona z taką perspektywą. Czego więc tak naprawdę chcemy? Ta paradoksalność naszej własnej postawy rodzi głębsze pytanie: czym w rzeczywistości jest «życie»? Co w rzeczywistości oznacza «wieczność»? Są chwile, w których niespodziewanie zaczynamy rozumieć: tak, to właśnie jest to – prawdziwe «życie» – takie powinno być. Przeciwnie, to co na co dzień nazywamy «życiem» w rzeczywistości nim nie jest. (…) Nie znamy Bożej rzeczywistości; także w tych momentach, w których myślimy, że jej dotykamy, nie osiągamy jej naprawdę. (…) Nie wiemy, czego prawdziwie pragnęlibyśmy; nie znamy tego «prawdziwego życia»; niemniej wiemy, że musi istnieć coś, czego nie znamy, a do czego dążymy.

Stacja XIII – zdjęcie z krzyża
To, co przyniósł Jezus, który umarł na krzyżu, było czymś całkowicie odmiennym: spotkaniem z Panem panów, spotkaniem z żyjącym Bogiem, a zatem spotkaniem z nadzieją mocniejszą niż cierpienia niewoli, przemieniającą od wewnątrz życie i świat.
Zdjęty z krzyża, Chryste, byłeś blady, połamany, posiniaczony, …a już wtedy przemieniałeś od wewnątrz moje życie i świat.

Stacja XIV – złożenie do grobu
Świadomość, że istnieje Ten, kto również w śmierci mi towarzyszy i którego «kij i laska dodają mi pociechy», tak że «zła się nie ulęknę» (por. Ps 23, 4), stała się nową «nadzieją» wschodzącą w życiu wierzących  - życiem wiecznym. Określenie «wieczne» budzi w nas bowiem ideę czegoś nie kończącego się, i tego się lękamy; kojarzy nam się ze znanym nam życiem, które kochamy i którego nie chcemy utracić, ale jednak równocześnie przynosi ono więcej trudu niż zaspokojenia, a zatem podczas gdy z jednej strony pragniemy go, z drugiej go nie chcemy. Możemy jedynie starać się myślą wybiec poza doczesność, w której jesteśmy uwięzieni i w jakiś sposób przeczuwać, że wieczność nie jest ciągiem następujących po sobie dni kalendarzowych, ale czymś, co przypomina moment ostatecznego zaspokojenia, w którym pełnia obejmuje nas, a my obejmujemy pełnię. Byłby to moment zanurzenia się w oceanie nieskończonej miłości, w którym czas – przed i potem – już nie istnieje. Możemy jedynie starać się myśleć, że ten moment jest życiem w pełnym znaczeniu, wciąż nowym zanurzaniem się w głębie istnienia, podczas gdy po prostu ogarnia nas radość. Tak to wyraża Jezus w Ewangelii według św. Jana: «Znowu [...] jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać» (16, 22). Taki kierunek musimy nadać naszej myśli, jeśli chcemy zrozumieć, ku czemu dąży chrześcijańska nadzieja, czego oczekujemy od wiary, od naszego bycia z Chrystusem.

---
Wykorzystane fotografie przedstawiają rzeźby w metalu o ukrzyżowaniu Pana Jezusa, znajdujące się w Amarillo, w Texasie (teren je obejmujący uroczyście został ofiarowany Bogu).

Marta Czech

sobota, 9 kwietnia 2011

Proroczy Bułhakow…


          …czyli rosyjską prozą o ksenotransplantach (o których było już wcześniej: http://martaczech.blogspot.com/2010/12/zeby-czowiek-by-czowiekiem-folwark.html), eugenice i eliksirach młodości – słowem: vademecum eksperymentowania.
Cóż to zatem takiego – ,,eksperyment”?
Robert Penn Warren pisał o nim jako swoistej ramie postępowania usprawiedliwiającej i legitymizującej ludzkie niepowodzenia – bowiem ,,gdy tylko coś się nie udaje, mówi się, że był to eksperyment.” Einsteinowi jawił się on weryfikatorem i drogą do prawdy (która próbę każdego eksperymentu gotowa jest przetrzymać), a jednocześnie uczył swego rodzaju pokory wobec praw tego świata w myśl, iż ,,żadna liczba eksperymentów nie może dowieść, że mam rację: jeden eksperyment może pokazać, że jej nie mam.” Wszystko to zaś można by zamknąć w treściwych równoważnikach Hipokratesa: ,,Życie krótkie, nauka sztuki długa, eksperyment mylny, diagnozowanie trudne.”

…a skoro już o diagnozowaniu mowa, niech będzie ono stosownym pasażem do Bułhakowa i, jeżących włos na głowie, poczynań powieściowych medyków-eksperymentalistów, którzy, jak się wkrótce od napisania tekstu okazało, z celulozowych kart nasiąkniętych drukarskim atramentem, bez trudu zdołali przedostać się do centrum ludzkiej egzystencji.

Z pamiętnika doktora Bormentala
Cienki zeszyt formatu papieru listowego. Zapisany pismem doktora Bormentala. Na pierwszych dwóch stronach jest ono bardzo staranne, wyraźne, zwarte, a na dalszych zamaszyste, niespokojne, z mnóstwem kleksów.
22 grudnia 1924. Poniedziałek.
Historia choroby
Pies laboratoryjny mniej więcej dwuletni. Samiec.  Rasa - kundel. Imię - Szarik.  Sierść rzadka, w kępkach, maść - bura podpalana. Na prawym boku blizny po całkowicie zagojonym oparzeniu. Odżywianie przed przybyciem do profesora - złe; po tygodniowym pobycie - wyjątkowo utuczony. Waga – 87 kg (wykrzyknik). Serce, żołądek, płuca, temperatura...
23 grudnia. O godz. 8:30 wieczorem przeprowadzona została pierwsza w Europie operacja według metodyki prof.
Preobrażeńskiego: pod narkozą (chloroform) usunięto Szarikowi jądra, a na ich miejsce zostały przeszczepione jądra wraz z nasieniowodami i przydatkami pobrane od dwudziestoośmioletniego mężczyzny, który zmarł 4 godziny i 4 minuty przed operacją, przechowane w sterylnym płynie fizjologicznym według metodyki prof. Preobrażeńskiego. Bezpośrednio po tym została usunięta przysadka (po trepanacji czaszki) i zastąpiona ludzką, pobraną od w/w  mężczyzny.
Zastosowano 87cm chloroformu, 1 iniekcję kamfory, dwie iniekcje adrenaliny dosercowo.
Cel operacji: eksperyment prof. Preobrażeńskiego polegający na jednoczesnym przeszczepieniu przysadki i jąder w celu wyjaśnienia problemu przyrastania przysadki oraz jej wpływu na odmładzanie ludzkiego organizmu.
Operował prof. Filip Filipowicz Preobrażeński.
Asystował dr Iwan Arnoldowicz Bormental.
Noc po operacji: powtarzające się niebezpieczne zanikanie tętna. Oczekiwanie na zejście.  Olbrzymie dawki kamfory wg metodyki Preobrażeńskiego.
24 grudnia, rano. Poprawa.
Oddech dwukrotnie przyspieszony.  Tętno ledwie wyczuwalne, temperatura 42 stopnie. Kamfora, kofeina podskórnie.
25 grudnia. Ponownie pogorszenie. Tętno ledwie wyczuwalne, kończyny zimne, źrenice nie reagują. Adrenalina dosercowo, kamfora wg Preobrażeńskiego, dożylnie płyn fizjologiczny.
26 grudnia. Nieznaczna poprawa. Tętno 180, oddech 92, temperatura 41. Kamfora, odżywcze lewatywy.
27 grudnia. Puls 152, oddech 50, temperatura 39,8, źrenice reagują, kamfora podskórnie.
28 grudnia. Znaczna poprawa. W południe znienacka zlewne poty, temperatura 37. Rany pooperacyjne bez zmian.  Opatrunek. Pojawia się apetyt. Odżywianie płynne.
29 grudnia. Stwierdzone nagłe wypadanie sierści na czole i bokach tułowia. Wezwani na konsylium - profesor katedry chorób skórnych Wasilij Wasilewicz Bundariow i dyrektor moskiewskiego wzorcowego instytutu weterynaryjnego.  Uznali, że przypadek nie jest opisany w literaturze. Diagnoza pozostała nieustalona.  Temperatura normalna.
Notatka ołówkiem:
Wieczorem pojawiło się pierwsze szczeknięcie (godz.  8:15). Zwraca uwagę gwałtowna zmiana tembru i obniżenie tonacji. Szczekanie zamiast wyrazów „hau - hau” brzmi „a - o”, swoją barwą bardzo niewyraźnie przypomina jęk.
30 grudnia. Wypadanie sierści przybrało charakter ogólnego wyłysienia. Ważenie dało nieoczekiwany rezultat: waga 307 kg na skutek wzrostu (wydłużenia) kości. Pies nadal leży.
31 grudnia. Apetyt kolosalny.
Kleks. Za kleksem pospiesznie zanotowano:
O godz. 12 min. 12 po południu pies wyraźnie wyszczekał A – B - yr.
Przerwa w notatkach, dalej zaś najwidoczniej przez pomyłkę w pośpiechu napisano:
1 grudnia (przekreślone, poprawione) 1 stycznia 1925.  Rano sfotografowaliśmy go. Ze szczęścia szczeka „Abyr”, powtarzając to słowo głośno i jakby radośnie. O 3:00 po południu (dużymi literami) roześmiał się, wywołując omdlenie pokojówki Ziny.  Wieczorem powtórzył osiem razy z rzędu: „Abyrtnec”.
Ukośnymi literami ołówkiem - profesor rozszyfrował słowo „Abyrtnec”, znaczy ono „Centryba”... Coś potwor...
Do zeszytu włożono kartkę.
Nauka rosyjska omal nie poniosła ciężkiej straty.
Historia choroby profesora Filipa Preobrażeńskiego.
O godz. 1:13 - głębokie omdlenie. Prof. Preobrażeński padając uderzył głową o poprzeczkę krzesła. Tinctura Valeriana.
W obecności mojej i Ziny pies (o ile oczywiście można go nazwać psem) zwymyślał profesora Preobrażeńskiego najgorszymi słowami.
Przerwa w notatkach.
6 stycznia (Na zmianę ołówkiem i fioletowym atramentem).
Dzisiaj, po tym, kiedy odpadł mu ogon, powiedział najzupełniej wyraźnie słowo „knajpa”. Pracuje fonograf. Diabli wiedzą, co to takiego.
Nie wiem, co o tym myśleć.
Profesor przestał przyjmować pacjentów. Od godziny 5:00 z laboratorium, w którym spaceruje to stworzenie, wyraźnie słychać wulgarne przekleństwa i słowa „jeszcze raz podwójne”.
7 stycznia. Wymawia bardzo wiele słów: „drynda”, „miejsc brak”, „gazeta wieczorna”, „najlepszy prezent dla dziecka” i wszystkie przekleństwa, jakie w ogóle istnieją w rosyjskim leksykonie.
Wygląda dziwnie. Sierść została mu tylko na głowie, podbródku i piersiach. W pozostałych miejscach jest łysy i obciągnięty zwiotczałą skórą.  Organy płciowe stają się męskie.
Głowa znacznie powiększona.  Czoło niskie, ustawione pod kątem.
Jak Boga kocham, chyba zwariuję.
(…) 8 stycznia. Późnym wieczorem postawiliśmy diagnozę. Filip Filipowicz, jako prawdziwy uczony, przyznał się do omyłki - zmiana przysadki powoduje nie odmłodzenie, a całkowite uczłowieczenie organizmu (podkreślone trzy razy). Ale nie pomniejsza to jednak znaczenia jego niebywałego, wstrząsającego odkrycia.
(…) Nie mogę się powstrzymać od paru hipotez, niech chwilowo diabli wezmą odmładzanie. Co innego jest nieporównywalnie ważniejsze – niebywały eksperyment profesora Preobrażeńskiego odsłonił jedną z tajemnic ludzkiego mózgu. Od tej chwili zagadkowa funkcja przysadki - gruczołu dokrewnego umieszczonego w mózgu - została wyjaśniona. Przysadka określa ludzką osobowość. Jej hormony można uznać za najważniejsze w organizmie - to hormony osobowości. Nowa dziedzina nauki - bez retorty Fausta stworzono homunkulusa. Skalpel chirurga powołał do życia nową jednostkę ludzką. Profesor Preobrażeński jest kreatorem.
(…) Słowem, przysadka to zamknięta komora określająca osobowość konkretnego człowieka.
Konkretnego! „Od Sewilli do Grenady...” - okrutnie przewracając oczami krzyczał Filip Filipowicz - a nie ogólnoludzką. Przysadka to cały mózg w miniaturze, który mnie w ogóle nie interesuje i w ogóle pies z nim tańcował. Myślałem o czymś zupełnie innym, o eugenice, o poprawieniu ludzkiego gatunku. I właśnie na odmładzaniu się naciąłem. Czy pan naprawdę myśli, że ja to robię dla pieniędzy? Pomimo wszystko jestem przecież uczonym.
- Jest pan wielkim uczonym, ot co! - oznajmił Bormental łykając koniak. Oczy nabiegły mu krwią.
- Chciałem tylko przeprowadzić małe doświadczenie po tym, jak dwa lata temu otrzymałem z przysadki wyciąg hormonów płciowych. A co wyszło zamiast tego? O mój Boże! A tych hormonów w przysadce, o Chryste... Doktorze, przede mną kompletna beznadziejność, przysięgam, zagubiłem się.
(Michaił Bułhakow, ,,Psie serce” - fragmenty)

Oczywiście namawiam do zapoznania się z całością tekstu o psim homunkulusie.
Marta Czech

piątek, 8 kwietnia 2011

Dylematy estetyki



          Zapraszając na wtorkowy wykład prof. Stróżewskiego o estetycznych dylematach, rekomenduję przy sposobności fragmenty dzieł egzystencjalnego specjalisty od ekspektoracji w zakresie dialektyki estetyczno-etycznej (moralność w Kierkegaardiańskiej trychotomii człowieka zostawiam na inny raz).

          (…) byłoby potężną głupotą zaprzeczać, że zarówno pogańskie narody ,,en masse”, jak i poszczególni poganie dokonali zadziwiających czynów, które były i są natchnieniem poetów, zaprzeczać, że pogaństwo daje nam przykłady, do których podziwiania nie wystarczy sama estetyka. Byłoby również głupotą zaprzeczać, że w pogaństwie prowadzono - a dzisiejszy dzikus może prowadzić - życie bogate w najwyższe przeżycia estetyczne, korzystając ze wszystkich najwykwintniejszych darów, jakie ono przynosi, że pogaństwo może sprawić, aby korzystanie z życia i nauki uwznioślić, upiększyć, uszlachetnić przy pomocy sztuki.
Nie, estetyczne określenie bezduszności nie wyjaśnia nam, co jest rozpaczą, a co nią nie jest, trzeba tu użyć określenia etyczno-religijnego: duch lub negatywny brak ducha, bezduszność.
Każda ludzka egzystencja, która nie uświadamia siebie jako ducha, nie uświadamia siebie osobowo, jako ducha wobec Boga, każda ludzka egzystencja, która w ten sposób przejrzyście nie wspiera się na Bogu, ale trwa w Nim po ciemku i przemienia się w jakąś abstrakcyjną ogólność (Państwo, Naród itp.) albo, nie wyjaśniając sobie swego ja, zużywa swoje siły jako napęd, bez głębszego wejrzenia i zrozumienia, skąd te siły pochodzą, traktuje swoje ja jak niepojęte coś, podczas gdy powinno być ono zrozumiane od wewnątrz - każda taka egzystencja, cokolwiek by tworzyła, nawet najbardziej zadziwiające rzeczy, cokolwiek by głosiła, gdyby to dotyczyło nawet całości bytu, jakkolwiek by używała życia w najbardziej estetyczny sposób - każda taka egzystencja jest tylko rozpaczą.
O tym właśnie myśleli starożytni Ojcowie Kościoła, kiedy mówili, że cnoty pogan są wspaniałymi grzechami; sądzili oni, że wnętrze pogan jest rozpaczą, bo poganie nie uświadamiają sobie, że są duchem wobec Boga.
(S. Kierkegaard, ,,Bojaźń i drżenie”)

          Powróćmy obecnie do estetyki. Niechże stanie się naszą nicią przewodnią w labiryncie, gdzie tak łatwo ryzykujemy zagubienie drogi. Estetyczny punkt widzenia utrzymuje, że to, co zewnętrzne, odpowiada temu, co wewnętrzne, że jest zmysłowym odpowiednikiem tego ostatniego. Bez tego przekonania sztuka jest niemożliwa, a piękno staje się tylko wmówieniem. Wiele jest twarzy natury. Dlatego i rośliny, i zwierzęta mogą przybierać najdziwniejsze kształty. Inteligencja jest przecież jedna - stąd istoty inteligentne znają tylko jedną postać - inteligentny ideał piękna, najlepiej przedstawiony w malarstwie i rzeźbie.
Gdyby na innych planetach żyli ludzie o sześciu nogach, przypominający insekty, lub byli tacy, jak to zostało opisane w ,,Niebie Klimie”, czy po prostu tacy, jakich może sobie przedstawić najdziwniejsza wyobraźnia - wówczas ideał piękna zostałby unicestwiony. Sztuki piękne i nauka przestałyby istnieć. Lecz przecież sztuka, nauka i religia nie mogą być iluzją! Nie, tego nie możemy przyjąć! Już raczej zgódźmy się, że z wyjątkiem Ziemi kosmos jest niezamieszkany. Takie przypuszczenie jest bardziej ludzkie niż poprzednie. Nie potrzebujemy przecież żadnego z tych domniemań, gdy bronimy idei jedności ludzkiego losu. Musimy ją podkreślić, i to nie tylko w sensie abstrakcyjnym, ale i w najmniejszym szczególe - o ile szczegół nie kłóci się z ideałem. Każde odstępstwo prowadzi do deformacji, nawet nieznacznych, na przykład do wyobrażenia sobie ludzi posiadających cztery lub sześć palców u rąk. Podobnie jest z wymyślaniem nowych i nieznanych organów zmysłowych. Zdrowe rozumowanie powinno trzymać się od tego z dala. Jeżeli ktoś pragnie wyobrazić sobie istotę mającą szlachetniejsze i bardziej wysublimowane od nas zmysły, powinien zacząć od wzmocnienia znanych, już istniejących organów, od wysublimowania ich struktury wewnętrznej. W żadnym wypadku nie należy wyobrażać sobie nowych organów, gdyż zniszczyłoby to nasz ideał piękna.
Inaczej dzieje się z anatomią człowieka. W tej ciemnej, pozbawionej piękna strukturze znaleźć można niezliczone deformacje, spowodowane warunkami życia. Tutaj natura pracuje w swoim tajnym, pozbawionym inteligencji królestwie, podporządkowanym teleologii skończoności. Nie znajdziemy tu żadnego ideału. Ale nawet tutaj mamy do czynienia z jednością, ponieważ kształty zewnętrzne harmonijnie odpowiadają wewnętrznym, niewidocznym organom. Choćby nie wiem jak różne były warunki życia na planetach, muszą one, niezależnie od różnic anatomicznych, mieć jakiś wspólny mianownik. Wszędzie głowa musi zawierać mózg, piersi - narządy układu oddechowego, a brzuch - trawiennego.
Ktoś zapyta: czy na innych planetach nie mieszkają ludzie obdarzeni skrzydłami? Odpowiedź brzmi: nic nie stoi temu na przeszkodzie. Skrzydła są przecież zgodne z ludzkim ideałem piękna. Sztuka wiąże je z postaciami aniołów i geniuszy.
Skoro ideał ludzkiego piękna jest wszędzie taki sam, dotyczyć to musi także innych wyobrażeń idealnych. Dlatego jest czczą mrzonką przypuszczenie, że na innych planetach istnieje wiedza większa i głębsza od ziemskiej. Jeżeli sztuka, religia i filozofia są prawdziwe, to światło prawdy jest takie samo na naszej i na innych planetach. Przecież Bóg nie ukrywa się przed mieszkańcami Ziemi po to, by objawić się w innych miejscach kosmosu. Kiedy chwalimy Boga, uznajemy to, co najwyższe.
(S. Kierkegaard, ,,Powtórzenie”)

Marta Czech